Rozdział I. Jaka wiedza jest najbardziej pożyteczną?

Słuszną jest bardzo uwaga, że w ludzkości, po­czynając od czasów najbardziej odległych, skłon­ność do strojenia się i do wszelkiego rodzaju ozdób i błyskotek zawsze poprzedzała rzeczywistą potrzebę ubierania się. Ludy, które poddają się naj­większym mękom jedynie w celu ozdobienia swego ciała wspaniałym tatuowaniem, znoszą rozmaite odmiany klimatu, nie troszcząc się wiele o nie i nie starając się od nich zabezpieczyć. Humboldt powiada, że Indianin z Orinoco, niedbający wcale o dobrobyt materialny, w ciągu dni piętnastu od­daje się jednak pracy, a to w tym celu, aby za zapracowane pieniądze kupić farby; bo jest przekonany, że wymalowany, wzbudzi powszechny za­chwyt. Kobieta, która bez najmniejszego wahania opuszcza swój szałas, nie mając na sobie nawet cienia jakiegokolwiek bądź ubrania, ukazanie się jednak bez tatuowania na ciele, uważa za najokro­pniejsze pogwałcenie zasad przyzwoitości. Podró­żnicy jednomyślnie stwierdzają fakt, że drobne cacka i błyskotki u plemion dzikich, daleko większe mają powodzenie, niż wyroby z bawełny i całko­wite ubrania. Rozmaite opowiadania o tym, w jak śmieszny sposób dzicy przystrajają się w ofiar­owane im koszule i odzienia, świadczą, do jakiego stopnia zamiłowanie do strojenia się przewyższa potrzebę ubierania się. Inne przykłady bardziej je­szcze nas o tym przekonywają. Kapitan Speke np. opowiada, że gdy czas był piękny, Murzyni jego orszaku dumnie przywdziewali płaszcze z koźlej skóry; przy najmniejszej jednak wilgoci w powie­trzu, pośpiesznie je zdejmowali i składali, ziębnąc na deszczu zupełnie nago. Te wszystkie więc szcze­góły, z pierwotnego życia czerpane, dowodzą wy­raźnie, iż zwyczaj ubierania się powstał ze zwy­czaju przywdziewania ozdób. Tym słuszniej mo­żemy przy tym zdaniu obstawać, że nawet pomiędzy nami zdarzają się często osoby więcej o zby­tek i wytworność, niż o wygodę dbające, osoby, dla których krój i elegancja ich sukien znaczą więcej, aniżeli ich użyteczność.

Musimy dalej zaznaczyć, że stosunek ten ist­nieje i w dziedzinie umysłowej. I tutaj także za­miłowanie do wszystkiego, co świetne i błyszczące, poprzedzało zamiłowanie do rzeczy użytecznych. Obecnie, jak i dawniej, nauka zastosowana do do­brobytu, stoi na drugim planie, pierwsze zaś miej­sce zajmują sztuki piękne W szkołach greckich wykładano przeważnie muzykę, poezją, retorykę i Filozofią, a ta ostatnia aż do czasów pojawienia się Sokratesa, mało wpływu na czyny ludzkie wy­wierała nauka, zastosowana do przemysłu, zajmo­wała bardzo podrzędne stanowisko. Toż samo spo­strzegamy obecnie w naszych uniwersytetach i szko­łach. Mogą nas posądzić o powtarzanie rzeczy zbyt dobrze już znanej, stanowczo jednak twierdzimy, że łacina i greczyzna prawie zawsze na nic się młodemu człowiekowi w obranym przez niego zawo­dzie nie zdadzą. Nie potrzebujemy tu powtarzać, iż nauka tych języków, której się tyle lat poświęca, pozostanie bez użytku dla handlarza, urzędnika, obywatela zajętego zarządem majątku, lub ojca rodziny; że również jest ona niepotrzebną dla dy­rektora banku lub kolei żelaznej. We wszystkich tych zawodach tak małe ma ona zastosowanie, że zupełnie się prawie ulatnia z pamięci. Jeżeli zaś ludzie nieraz przytaczają jaką cytatę łacińską lub myt grecki, to robią to nie dlatego, aby przedmiot ten wyświetlić, lecz raczej dla wykazania swej bie­głości. Jeżeli się zechcemy zastanowić nad pyta­niem, w jakim rzeczywiście celu dają młodzieży wychowanie klasyczne, przyjdziemy do wniosku, że robi się to jedynie dla dogodzenia opinii publicznej. Ludzie kształcą umysł swych dzieci, tak samo jak ciało ich ubierają, t.j. podług wymagań panującej mody. Jak Indianin z Orinoco nie odważy się opu­ścić swego mieszkania nie będąc umalowanym, a to nie ze względu na użyteczność, lecz dlatego, że wstydziłby się bez tatuowania pokazać komu, I tak samo wymagają od młodzieży obszernych studiów nad greczyzną i łaciną, nie ze względu na ich wartość wewnętrzną, lecz dlatego tylko, że młodzieniec nieposiadający tych języków, doznałby w świecie wielkiego upokorzenia. Pragną, aby otrzy­mał »wychowanie człowieka światowego«, bo wy­chowanie takie jest oznaką nakazującego uszano­wanie, stanowiska społecznego.

Stosunek ten, staje się jeszcze bardziej wido­cznym odnośnie do drugiej płci.

Upodobanie do strojenia się, błyszczenia, jak względem ciała tak i względem umysłu, zawsze było bardziej pouczającym pomiędzy kobietami, ani­żeli pomiędzy mężczyznami. Zapewne z początku upodobanie to w równym stopniu obie płci posia­dały; lecz w czasach najnowszych, w kwestii ubra­nia zamiłowanie do wygody odniosło u mężczyzn przewagę. Toż samo da się o wychowaniu mężczyzn powiedzieć, bo w wychowaniu tern obecnie i zwracają uwagę bardziej na pożyteczną, niż na przyjemną jego stronę. Lecz pomiędzy kobietami zarówno w jednym, jak w drugim nie dostrze­gamy prawie tej zmiany. Pragnienie wzbudzania | zachwytu i podziwu góruje u kobiet nad chęcią posiadania ciepłego i dogodnego stroju; kolczyki, pierścienie, bransolety, – skomplikowane uczesa­nia włosów, – róż i bielidło, którymi się kobiety posługują; niezmierne cierpienia, jakie znoszą, przy­wdziewając suknie modne; wszelkie niewygody, którym się z własnej woli poddają, aby się tylko do mody stosować: oto dowody na poparcie na­szego twierdzenia.

W wychowaniu kobiet przewaga tak zwanych »talentów« również dowodzi, do jakiego stopnia wszystko, co użyteczne musi ustąpić wobec po­trzeby błyszczenia. Jak okazałe miejsce w wycho­waniu tern zajmuje taniec, nauka znalezienia się w świecie, muzyka, śpiew, rysunek! Poco uczą je włoskiego i niemieckiego? Bez względu na rozmaite pozory, jakimi mogą się starać usprawiedliwić naukę tych dwóch języków dla kobiet, rzeczywiście jednak wykładają się one nie w celu zapoznania z literaturą włoską i niemiecką, lecz jedynie dlatego, aby kobiety mogły śpiewać po włosku lub niemiecku i wzbudzać zachwyt powszechny, bo od tego zawisło powodzenie na świecie. Obciążają pa­mięć swą datami i opowiadaniami o urodzeniach, małżeństwach i śmierciach królów, nie ze względu na użyteczność tych wiadomości, lecz dlatego je­dynie, że w świecie uważają je za stanowiące część niezbędną dobrego wychowania; nie umieć tych rzeczy – znaczyłoby narazić się na pośmiewisko ogółu. Czytanie, pisanie, gramatyka, arytmetyka, szycie: oto prawie wszystko, czego się uczą młode panny ze względów praktycznych, a z tych przed­miotów niektóre jeszcze bywają im wykładane bar­dziej przez wzgląd na opinią powszechna, niż na prawdziwą tych przedmiotów użyteczność.

Ażeby należycie i wyczerpująco udowodnić, że zarówno w sferze umysłowej, jak i materyalnej, zamiłowanie do rzeczy przyjemnych poprzedzało zamiłowanie do rzeczy użytecznych, należy się nad przyczyną tego zjawiska zastanowić. Przyczyną tą jest okoliczność, że od czasów najdawniejszych, aż do chwili obecnej, potrzeby społeczne miały pierwszeństwo nad potrzebami jednostek, i że najwięk­szą potrzebą społeczną było panowanie społeczeń­stwa nad osobnikiem. Mylnem jest powszechne mniemanie, jakoby nie istniały inne władze, nad władze i rządy królów, parlamentów i powag usta­nowionych. Te rządy jawne uzupełniają się innymi, które nazwy nie mają, a które jednak są wido­czne we wszystkich najmniejszych nawet dziedzi­nach działalności ludzkiej, polegają zaś one na tern, że każdy mężczyzna i każda kobieta usiłują jakąkolwiek bądź przewagę nad innymi osobami okazać. Panować, odbierać hołdy, zjednywać sobie możniejszych i wyższych: oto jest powszechna walka, w której się tracą główne siły żywotne. Każdy stara się pokonać innych, a to albo bogactwem; sposobem życia, przepychem ustroju, albo też po­tęgą swej wiedzy lub umysłu; w ten to sposób tworzą się tysiące stopniowań i hierarchii społecznych, jakby oczka sieci ze sobą w jedną całość powiązane.

Nie tylko wódz plemienia dzikiego stara się wzbu­dzić w swych poddanych uczucie trwogi, za pomocą tatuowania i skalpów, zawieszonych u pasa. Nie tylko piękna światowa kobieta marzy o zwycięs­twach za pomocą wdzięcznego i umiejętnego ubioru, wykwintnego układu i niezliczonych talentów. Uczony, historik, filozof w tym samym celu posługują się nabytą przez nich wiedzą. Żaden z nas nie chciałby na tern poprzestać, aby jego zdolności osobiste, chociaż z największą swobodą, rozwijały się tylko dla niego jednego. W naturze ludzkiej istnieje nie­ustanna potrzeba narzucania innym własnej indy­widualności i chęć, aby inne osoby jej ulegały. Okoliczność ta tłomaczy właśnie szczególny charakter naszego wychowania. Nie troszczymy się o wartość wewnętrzną wiedzy, lecz pragniemy tylko, aby wiedza ta dała nam jak najlepsze wyniki prak­tyczne, abyśmy przy jej pomocy dojść mogli do powodzenia, zaszczytów, szacunku, do tego co robi człowieka wpływowym, co mu daje stanowisko w świecie; do tego jednym słowem, co stawia nas wyżej od bliźnich naszych i nakazuje względem nas szacunek. Tak więc w ciągu całego życia, naj­ważniejszym dla nas warunkiem jest nie być, lecz wydawać się.

W kwestii wychowania, mniej daleko ludzie troszczą się o wartość rzeczywistą nauki, niż o sku­tek, jaki ona na innych wywrzeć zdoła. Jeżeli zaś takie zapatrywanie na naukę jest powszechnym, w takim razie rzeczywistą jej wartość nie lepiej ocenić zdołamy, od dzikiego, który sobie zęby pi­łuje lub maluje paznokcie. Jeżeliby kto lepiej się jeszcze chciał przekonać o tym, jak powierzchownym i nie odpowiadającym potrzebie jest nasze wy­chowanie, możemy zwrócić jego uwagę na fakt, że dotąd tak mało zastanawiano się nad wartością porównawczą rozmaitych nauk, i że ta wartość po­równawcza nie była prawie nigdy przedmiotem roztrząsań naukowych, prowadzonych metodycznie i w celu osiągnięcia pewnych określonych wyni­ków. Nie tylko, że nie odszukano dotąd kryterium dla tego rodzaju ocen, lecz co więcej, nie starano się nawet sprawdzić, czy kryterium takie istnieje; a nawet wątpliwą jest rzeczą, czy potrzeba jego wynalezienia została dokładnie zrozumianą. Ludzie czytają ogromną ilość książek, słuchają wielu bar­dzo rozpraw o wychowaniu, wreszcie postanawiają dać dzieciom takie lub inne wychowanie. W wy­borze tym rodzice kierują się przyzwyczajeniem, szczególnym zamiłowaniem do pewnego przedmiotu, przesądami; lecz nie zdają sobie sprawy z tego, jak koniecznym jest zawczasu, przed rozpoczęciem jeszcze nauczania, rozważyć i określić znaczenie rozmaitych nauk dla wychowania.

Wprawdzie, niekiedy słyszymy uwagi o znacze­niu tego lub innego kierunku w wychowaniu. Za­pytują na przykład, czy warto tyle czasu nauce da­nego przedmiotu poświęcać, czy niema innych bar­dziej pożytecznych przedmiotów, albo wreszcie, ja­kie będą owoce wychowania. Ci jednak, co pyta­nia takie postawili, nie chcą się dobrze nad niemi zastanawiać, lecz rozstrzygają je pośpiesznie, kie­rując się w tym względzie tylko osobistym swym przekonaniem. Wprawdzie, od czasu do czasu wszczyna się na nowo odwieczny spór o wartość porównawczą dwóch kierunków wychowania: kla­sycznego i realnego; lecz spór ten, prowadzony zwykle empirycznie, nieoparty na żadnym stałem kryterium, sam przez się małą ma wartość wobec kwestii ogólnej, której część tylko stanowi. Wyo­brażają sobie powszechnie, że dość jest rozstrzy­gnąć pytanie, jaki rodzaj wychowania – klasy­czny czy też realny – jest lepszym, ażeby jedno­cześnie wynaleźć i określić ideał wychowania umysłowego. Postępować w ten sposób, jest to naśla­dować tych, którzy sądzą, że cała znajomość higieny polega na zbadaniu własności pożywnych chleba i kartofli i określeniu, który z tych pokar­mów jest lepszym.

Podług naszego zdania, kwestia polega na zba­daniu, jaka jest użyteczność względna tej nauki, nie zaś czy sama nauka przez się jest użyteczną lub nie. Ludzie, którzy sądzą, że w zupełności po­trafią udowodnić i usprawiedliwić swój sposób za­patrywania się, przytaczając pewną liczbę korzyści, jakie dany rodzaj wychowania zapewnia, za­pominają o tym, że spór cały zasadza się na roz­strzygnięciu pytania, czy korzyści pewnego rodzaju wychowania odpowiadają wysiłkom i pracy, jakie nabycie jego kosztowało. Niewątpliwie wszelki przed­miot, wszelka nauka, musi pewien stopień użyte­czności posiadać. Rok poświęcony nauce heraldyki, niezaprzeczenie zaznajomiłby nas doskonale z oby­czajami wieków ubiegłych. Osoba, która by znała od­ległość istniejącą między wszystkimi miastami An­glii, zapewne z czasem mogłaby z tego odnieść ko­rzyść, n. p. układając plan podróży. Jeżeliby się ktoś chciał zająć zebraniem wszystkich plotek da­nej okolicy, mogłoby mu się to przydać do studiów nad sposobem tworzenia się i przekształcenia po­dań. A jednak każdy uzna za niedorzeczne, zmu­szanie młodego człowieka do oddawania się pracy tego rodzaju w ciągu lat kilku życia, zamiast ucze­nia się rzeczy bardziej pożytecznych. Jeżeli więc w tych pojedynczych wypadkach, któreśmy tu jako przykłady podali, należy wnioskować o użyteczno­ści przedmiotu podług wyników, czyż nie należy w ten sam sposób postępować odnośnie do całko witego wychowania? Gdyby życia ludzkiego starczyło na zdobycie wszystkich nauk, wówczas mie­libyśmy prawo nie robić wyboru. Czyż nie po­wiada stara piosnka, że:

»Could a man be secure
That his days would endure
As of old, for a thousand long years,
What things might he know!
What deeds mlght he do!
And all without hurry or care
«[1]).

Lecz my, których życie jest tak krótkie, nie powinniśmy zapominać, jak mało mamy czasu na naukę. A i ten czas skracają jeszcze tysiączne za­trudnienia i zajęcia życia codziennego. Dlatego to trzeba się starać go użyć w sposób najbardziej po­żyteczny. Zamiast poświęcać tyle lat nauce tego, co czyni zadość wymaganiom mody lub kaprysu, czyż nie rozsądniej byłoby porównać wyniki ta­kiego wychowania z wynikami, jakieby można otrzy­mać, czas ten w inny sposób użytkując?

Ta kwestia właśnie w sprawie wychowania, jest kwestią największej wagi i czas już wielki metodycznie i rozważnie się nad nią zastanowić. Zagadnienie najbardziej ważne, którym się jednak najmniej ludzie zajmują, polega na wyborze po­między rozmaitymi naukami, zwracającymi naszą uwagę. Ażeby znaleźć kierunek racjonalny, przede wszystkim wypada rozważyć, jaka wiedza jest dla nas najbardziej potrzebną, czyli, wyrażając się słowami Bacon’a, należy zbadać, jaka jest wartość względem każdej nauki. Przede wszystkim więc, trzeba określić modłę, podług której można war­tość przedmiotów oceniać. Na szczęście, wszyscy się Co do określenia takiej modły zgadzają. Rozważa­jąc użyteczność praktyczną danej nauki, oceniamy jej wartość przez wykazanie wpływu, jaki nauka ta na życie wywrzeć może. Na pospolite pytanie: »do czego się to przyda?« – matematyk, filolog, chemik, filozof, odpowiadają, że nauka przez nich wykładana, takie, lub inne może mieć w życiu zastosowanie; że n. p. potrafi zmniejszyć cierpienia, powiększyć dobrobyt, doprowadzić do szczęścia. Nauczyciel pisania stara się dowieść, że nauka jego jest niezbędną w życiu, że bez niej nie można za­dość uczynić tysiącznym wymaganiom społecznym: jednym słowem, stara się wszelkimi sposobami jej użyteczność udowodnić. Skoro zaś taki uczony, jak numizmatyk na przykład, nie może bezpośredniej użyteczności, uprawianej przezeń nauki wykazać, musi przeto przyznać, że nauka ta dla ludzkości względnie niewiele ma wartości.

W taki więc sposób pośrednio lub bezpośrednio ludzie starają się użyteczność każdej nauki udowo­dnić. »Jak żyć?« jest dla nas zasadniczym pytaniem. Pytania tego nie należy pojmować li tylko materialnie, lecz owszem nadawać mu najbardziej ob­szerne znaczenie. Zadaniem ogólnym mieszczące w sobie wszystkie inne, szczegółowe zadania, jest sposób życia właściwy pod każdym względem i wśród wszelkich okoliczności. Jak należy pielęgnować ciało, kształcić umysł, sprawować interesa? W jaki spo­sób wychowywać rodzinę? Jak wypełniać obowiązki względem kraju? W jaki wreszcie sposób wyzyskać wszystkie źródła szczęśliwości, jakie przyroda dała człowiekowi? Jak spożytkować wrodzone nasze zdol­ności, aby dla siebie i dla bliźnich, możliwe osią­gnąć szczęście? – w jaki sposób żyć tak, aby móc ze wszystkich dobrodziejstw życia korzystać?

To są rzeczy, które przede wszystkim i konie­cznie poznać musimy, i tego nas właśnie wycho­wanie nauczyć powinno. Celem wychowania być musi: uzdolnienie do życia o ile możności dosko­nałego. Poznać więc najlepszy system wychowania możemy jedynie przez rozważanie, o ile zbliża on nas do zamierzonego celu. A jednak sposób ten, ułatwiając ocenę przedmiotów wychowania, tylko częściowo bywa używany; posługują się nim po­bieżnie bardzo, niedostatecznie się nad nim zasta­nawiając; gdy tymczasem, przeciwnie, należałoby go stosować umiejętnie, metodycznie, we wszyst­kich okolicznościach. Zawsze należy pamiętać, że uzdolnienie człowieka do życia doskonałego jest celem wychowania; a wychowując dzieci, w wy­borze metody i przedmiotów wychowania, potrzeba zawsze cel ten mieć na względzie. Przede wszystkim powinniśmy zupełnie się wyzwolić z pod ja­rzma metody panującej, bo metoda ta nie przed­stawia większych od innych rękojmi. Trzeba się też wznieść ponad poziom zwykłego, niedokładnego i empirycznego zapatrywania się na rzeczy, które znajdujemy nawet u ludzi rozsądnych, starających się wpływać na wykształcenie umysłowe swych dzieci. Nie wystarcza mniemanie, że pewna nauka przydać się może w przyszłości, i że nauka ta większą od innych nauk wartość praktyczną po siada; przede wszystkim należy znaleźć sposób oce­nienia względnej wartości nauk, aby stanowczo wiedzieć, którym wypada oddać pierwszeństwo.

Bezwątpienia, zadanie to bardzo niełatwe; być nawet może, że nigdy nie będzie ono rozwiązane w sposób zupełnie zadawalający; lecz trudności, jakie się tu nasuwają, nie powinny nas zrażać i nie powinniśmy nigdy rozwiązania tego zadania zanie­chać, tak bowiem wielkie ma ono dla nas zna­czenie. Przeciwnie, należy wszelkich starań doło­żyć, aby się stać panem tych trudności. Postępu­jąc systematycznie, wkrótce dojdziemy do wyników niezmiernie ważnych.

Przede wszystkim więc wypada nam uporząd­kować podług ich znaczenia, główne czynności ży­cia ludzkiego. Naturalny ich szereg tak się przed­stawia:

1) Czynności bezpośrednio samozachowawcze;

2) czynności, które, czyniąc zadość potrzebom bytu, pośrednio przyczyniają się do zachowania osobnika;

3) czynności mające na celu wychowanie i wykształcenie potomstwa;

4) czynności zapewniające porządek społeczny i stosunki polityczne, czyli czynności życia towarzyskiego;

5) czynności różnorodne, służące do zapełnienia czasu wolnego, t. j. do za­spokojenia naszych upodobań i uczuć: czyli inaczej czynności estetyczne.

Nie potrzeba dowodów na to, że takim jest mniej więcej naturalne następstwo tych czynności. W rzeczy samej, pierwsze miejsce zajmują czynno­ści i środki, mające na celu zabezpieczenie osobi­stości człowieka. Chciejmy n. p. wyobrazić sobie osobnika, nie więcej od niemowlęcia posiadającego pojęć i wiadomości o przedmiotach ze świata ze­wnętrznego i o ruchach otaczających go zwierząt, niewiedzącego, w jaki sposób wobec nich się za­chować i ustrzec może od niebezpieczeństwa; oso­bnik ten, bezwątpienia utraciłby życie przy pierwszym zaraz wyjściu bez opieki na ulicę, a wszelkie wiadomości, jakieby mógł w dziedzinie innych nauk posiadać, od tego uchronić by go nie potrafiły. Każdy więc przyzna, że pierwsze i najbardziej po­trzebne wiadomości są te, które dotyczą osobistego bezpieczeństwa, bo bez nich istnienie człowieka by­łoby na ciągłe próby i wypadki narażone.

Nie można również zaprzeczyć, że drugie miej­sce należy się czynnościom pośrednio zachowaw­czym, polegającym na dostarczeniu środków do życia. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że po­trzeba wyszukiwania środków do życia dla siebie samego, poprzedzać musi obowiązki względem rodziny, ponieważ zazwyczaj wypełnienie tych osta­tnich najzupełniej zawisło od dobrego obrotu in­teresów zawodu, jakiemu się jednostka poświęca.

Tak więc troska o byt własny stanowi pierw­szą potrzebę człowieka, potem dopiero następuje potrzeba zabezpieczenia bytu rodziny; a więc wia­domości przyczyniające się do zabezpieczenia wła­snego istnienia, mają pierwszeństwo przed tymi, za pomocą których jesteśmy w stanie byt rodziny zabezpieczyć.

Z tego, że w stopniowym rozwoju społeczeń­stwa rodzina poprzedziła państwo, że dzieci wy­chowywano jeszcze, zanim państwo istniało; i że również można je wychowywać po jego upadku; że z drugiej strony, przeciwnie, wychowanie mło­dego pokolenia jest głównym warunkiem istnienia dla państwa: z tego wszystkiego wynika, że obo­wiązki ojca rodziny mają pierwszeństwo przed obo­wiązkami obywatela kraju. Ponieważ zaś ostate­cznie wartość i potęga społeczeństwa zależą zu­pełnie od charakteru obywateli, a najpewniejszym środkiem wykształcenia ich charakteru jest wycho­wanie, jasną jest przeto rzeczą, że pomyślność spo­łeczeństwa zawisła od dobrego stanu rodziny. Nauka więc, która się tą ostatnią zajmuje, musi poprzedzać naukę mającą na celu zabezpieczenie istnienia pierwszego. Liczne zatrudnienia przyjemne, zapełniające chwile wolne od pracy poważniejszej, jako to: poezya, muzyka, malarstwo, nie mogły istnieć zanim się nie utworzył stan społeczny. Sztuki piękne mogą dojść do doskonałości tylko w spo­łeczeństwach, na wysokim szczeblu rozwoju stoją­cych, bo treść swą czerpią z uczuć i popędów ca­łego społeczeństwa. Nie tylko, że społeczeństwo wy­kształcone przyczynia się do ich rozwoju, lecz do­starcza jeszcze nieustannie myśli i uczuć, jakie sztuki piękne wyrazić usiłują. Tak więc, wiadomo­ści, mogące się przyczynić do wykształcenia do­brego obywatela kraju, większą wartość posiadają od wiadomości, kształcących smak estetyczny lub rozwijających talenty, i dlatego też w wychowaniu im należy oddawać pierwszeństwo.

Powtarzamy więc raz jeszcze, iż najbardziej naturalny porządek tego następstwa jest taki: wychowanie, rozwijające czynności bezpośrednio samo­zachowawcze; wychowanie, kształcące czynności po­średnio – zachowawcze; wychowanie przysposabiające nas do obowiązków rodzicielskich; wychowanie, kształcące obywatela kraju; wreszcie wychowanie ma­jące za przedmiot sztuki piękne – estetyczną stronę życia. Nie przeczymy wcale, że rozmaite te gałęzie wychowania w bardzo ścisłym ze sobą związku zostają, i że znajomość jednej ułatwia zapoznanie się z innymi. Niewątpliwie każdy z tych działów zawiera w sobie wiadomości bardziej ważne i isto­tne od tych, jakie się w działach poprzedzających znajdują. Tak n. p. człowiek biegły w interesach, lecz mało pod innymi względami wykształcony, za­pewne będzie bardziej dalekim od ideału życia doskonałego, niż człowiek, który, lubo mniej zdolny do zdobywania pieniędzy, lepsze jednak o obowiąz­kach ojca pojęcie posiada i więcej ma zdrowego sądu o rzeczach. Nie chcemy przez to powiedzieć, aby naukę życia praktycznego należało rozwijać, wykluczając z wychowania znajomość sztuk pięk­nych i literatury: przeciwnie, lepiej jest wszystkiego po trochu umieć. Bez względu jednak na te niewiel­kie ograniczenia, działy przez nas wskazane nie prze­stają istnieć i są bardzo wyraźne; porządek zaś, w jakim po sobie następują, odpowiada porządkowi, w jakim po sobie następują działy życia rzeczywistego.

Naturalnie, ideałem wychowania być musi uzdol­nienie człowieka do życia doskonałego, wszechstron­nego. Ponieważ jednak wobec teraźniejszego stanu cywilizacji nie możemy tego ideału dosięgnąć, po­przestać przeto musimy na zachowaniu właściwego stosunku w uzdolnieniu do każdego z powyższych działów czynności. Nie dążmy do kształcenia umy­słu w jednym tylko kierunku kosztem innych, nie mniej potrzebnych wiadomości; lecz owszem zwra­cajmy uwagę na wszystkie i starajmy się usiłowa­nia nasze do względnej ich wartości ustosunkować. W tym jedynie wypadku należy od prawidła tego odstąpić, kiedy szczególne zdolności wymagają słu­sznie, poświęcenia się jednej jakiej nauce, która w przyszłości ma się stać specjalnością i może los zabezpieczyć. W ogólności jednak, przedmiotem wychowania być musi zdobycie, w sposób możli­wie zupełny i doskonały, wiadomości, przyczynia­jących się najlepiej do wszechstronnego rozwoju życia indywidualnego i społecznego, i pobieżne tylko zapoznanie się z takimi wiadomościami, które najmniej się do tego rozwoju przyczyniają.

Przy regulowaniu wychowania powinniśmy się kierować tą zasadą, że wartość każdego rodzaju wychowania, mającego na celu doprowadzenie czło­wieka do ideału życia doskonałego, może być wzglę­dną lub bezwzględną. Niektóre wiadomości posia­dają wartość rzeczywistą, wewnętrzną, inne znów za takie tylko są uważane, rzeczywiście zaś wzglę­dną tylko wartość mają. Drętwienie i szum w uszach poprzedzają zwykle paraliż; ciało rzucone z wyso­kości, pada na ziemię podług praw ruchu jedno­stajnie przyśpieszonego; chlor jest środkiem odwa­niającym: oto są fakty, posiadające, jak wszystkie w ogólności prawdy naukowe, wartość rzeczywistą; tysiące lat przejdą, a fakty te zawsze trwać będą i mieć wpływ na życie ludzkie. Gruntowna znajo­mość ojczystego języka, oparta na studiach nad greckim i łaciną, będzie miała dla nas, jak i dla innych, plemiennie nam pokrewnych narodów, war­tość rzeczywistą; lecz wartość ta trwa dopóty tylko, dopóki języki nasze trwać będą. Zbieranina imion, dat i nic nie znaczących wypadków, która w szko­łach naszych przywłaszczyła sobie nazwę nauki historii, tylko względną wartość posiada. Nauka ta nie wywiera najmniejszego wpływu na nasze czynności; posługujemy się nią tylko jako pukle­rzem przeciwko niedorzecznym naganom, którymi opinia publiczna karci ludzi, wiadomości tych nie-posiadających. Jak historia powszechna przedsta­wia większą wartość, niż historia pojedynczej prowincji lub jednego wieku; jak znów historia prowincji lub jednego wieku na większą zasługuje uwagę, niż historia jednego miasta w ciągu krót­kiego okresu panowania pewnej mody: tak sama nauka, wartość rzeczywistą posiadająca, z punktu widzenia racjonalnego, powinna mieć pierwszeństwo przed taką, której wartość rzeczywista jest warunkową, jak również przed taką, która względną tylko wartość posiada.

Do uwag tych przedwstępnych dodać jeszcze musimy co następuje:

Wszelkie nabywanie wiadomości ma podwójną wartość: najprzód jako wiedza, po wtóre jako ćwi­czenie umysłu. Ucząc się czegoś, przede wszystkim ćwiczymy nasze zdolności umysłowe (n. p. pamięć, wyobraźnią) a następnie już wzbogacamy umysł wiadomościami. Oceniając wiedzę, mającą człowieka do życia doskonałego przysposobić, należy dwa te punkty mieć na względzie.

Oto są wnioski ogólne, na które będziemy się powoływali przy poszukiwaniu systemu wychowania racjonalnego. Życie człowieka składa się z rozmai­tego rodzaju czynności, których wartość stopniowo się zmniejsza; każdy szereg wiadomości posiada wartość rzeczywistą, jakby – rzeczywistą lub wzglę­dną. Wreszcie uczenie się ma podwójne znaczenie: jako wzbogacenie umysłu wiadomościami i jako ćwiczenie.

Na szczęście pierwsza i najgłówniejsza część wychowania, której przedmiot stanowi troska o bez­pośrednie zachowanie własnego naszego bytu, w zna­cznym stopniu jest już utrwaloną. Ponieważ jest ona zbyt ważną, aby mogła być pozostawioną na­szej lekkomyślności, przyroda więc sama się nią zaopiekowała. Już u dziecka, które się do niańki tuli i płacze na widok osoby obcej spostrzegamy objawy instynktu zachowawczego, pobudzającego je do unikania przedmiotów nieznanych i, być może, niebezpiecznych. Później, kiedy się dziecko już chodzić nauczyło, obawa, jakiej doświadcza przy zbli­żeniu się psa cudzego, przeraźliwy krzyk, z jakim ucieka do matki na widok czegoś niespodziewa­nego, – dowodzą istnienia tego samego instynktu, w wyższym już jednak stopniu. Oprócz tego, dzie­cko co chwila wzbogaca swój umysł wiadomościami, potrzebnymi do bezpośredniego zachowania jego bytu. Uczy się, na przykład, jak ma utrzymywać swe ciało w równowadze, kierować ruchami, aby się ustrzec od potrącenia o przedmioty otaczające; poznaje, które z pomiędzy tych przedmiotów są twarde i mogą mu ból sprawić, jeżeli o nie po­trąci; które znów są ciężkie i mogą go skaleczyć przy upuszczeniu; które w stanie są utrzymać cię­żar jego ciała, a które nie; poznaje, co to jest ból, spowodowany ogniem, uderzeniem przedmiotami ostrymi: te i inne tego rodzaju wiadomości użyte­czne, nauczające go jak ma wystrzegać się śmierci i wypadków, stanowią dla dziecka przedmiot cią­głej nauki. Wreszcie, kiedy w kilka lat potem, siły dziecka wydatkują się na bieganie, łażenie, skaka­nie, na rozmaite zabawy i ćwiczenia gimnastyczne, we wszystkich tych czynnościach, przyczyniających się do rozwoju mięśni, wykształcenia zmysłów i na­dania bystrości postanowieniom dziecka, widzimy przysposobienie do umiejętności zachowania się wśród tysiąca otaczających przedmiotów i do uni­kania niebezpieczeństw, które się każdemu w życiu przytrafiają. Tak więc, ponieważ, jakeśmy już to powiedzieli, natura o nas tak się troszczy, nie po­trzebujemy przeto wiele sami się tern początkowym wychowaniem zajmować. Potrzeba tu tylko pozo­stawić dziecku zupełną swobodę nabywania tego doświadczenia i poddawania się tym ćwiczeniom, i w niczem natury nie krępować. Dlatego też nie­dorzecznie postępują nauczycielki szkół, zabrania­jące powierzonym ich pieczy dziewczynkom odda­wać się swobodnie zabawom i ćwiczeniom, skut­kiem czego nie umieją one dać sobie następnie w życiu rady i często stają się ofiarą rozmaitych nieszczęść.

To, cośmy dopiero co powiedzieli, nie obejmuje jednak całości wychowania, mającego na celu wy kształcenie w człowieku zdolności samozachowaw­czych. Nie dość, że ciało należy zabezpieczyć od wszystkiego, co może je w sposób mechaniczny uszkodzić lub zniszczyć, trzeba jeszcze, o ile mo­żności, starać się uchronić je od następstw prze­kroczenia praw fizjologicznych, t. j. od chorób i śmierci. Dlatego, aby życie uczynić o ile możno­ści doskonałym, nie dość jest zapobiegać nieprzewi­dzianym ciosom, grożącym życiu naszemu, lecz na­leży jeszcze unikać powolnego osłabienia i wynisz­czenia ciała, jakie nieraz nasze złe nawyknienia spowodują. Ponieważ przy braku zdrowia i krew­kości życiowej, czynności wszelkiego rodzaju, jako to: przemysłowe, rodzinne, towarzyskie, stają się mniej lub więcej niemożebne, jawną więc jest rze­czą, że drugi ten rodzaj bezpośrednio samozacho­wawczych czynności niemniejsze ma od pierwszego znaczenie, i że ich nauka powinna w wychowaniu zająć miejsce bardzo wydatne. Prawda, że i tu jeszcze do pewnego stopnia przyroda służy nam za przewodnika: za pośrednictwem naszych wrażeń fizycznych i zachceń, zapewnia ona względne po­słuszeństwo głównym swym wymaganiom. Na szczę­ście, brak pożywienia, wielkie gorąco, chłód nie­znośny wywołują stan, który jest zbyt jasną dla nas przestrogą, abyśmy nie mieli na niego zwracać uwagi, i gdyby ludzie zawsze słuchali tych i innych, lubo mniej wyraźnych ostrzeżeń przyrody, bezwąt­pienia na mniej daleko cierpień byliby narażeni.

Gdyby po znużeniu ciała lub umysłu koniecznie i zawsze następowało wytchnienie, gdyby zawsze przewietrzano pokoje i unikano zapartego powie­trza; gdybyśmy jedli wtedy tylko, kiedy głodni je­steśmy, i pili tylko, będąc spragnieni, organizm nasz rzadko znajdowałby się w stanie nienatural­nym i zawsze prawie byłby zdolny do czynności życiowych. Lecz pod tym względem istnieje tak powszechna głęboka nieznajomość praw fizjologii, iż ludzie nie wiedzą nawet o tern, że ich czucia i wrażenia są to wskazówki najbardziej na zaufa­nie zasługujące, z wyjątkiem tych chyba wypadków, kiedy wskutek ciągłego przekraczania praw natury, wrażenia stały się chorobliwymi. Tak więc, chcąc się wyrazić ze ścisłością logiki, musimy powiedzieć, że przyroda dała nam urzędowych opiekunów na­szego zdrowia, lecz że zupełna niewiadomość z na­szej strony czyni ich usiłowania w znacznej części nieużytecznymi.

Kto by wątpił o tern, jak ważną jest dla nas rzeczą bliższe zapoznanie się z zasadami fizjologii, jako środkiem dojścia do życia doskonałego, niech się tylko rozejrzy dokoła i zechce zastanowić się nad tern, jak mało osób w wieku średnim lub po­deszłym cieszy się zdrowiem. Wyjątki tylko sta­nowią ludzie, którzy w starości zdołali zdrowie za­chować; przeciwnie co chwila napotykamy choroby uparte, zadawnione, ogólne wycieńczenie i osłabie­nie, zgrzybiałość przedwczesną. Każdy z nas musi przyznać, że uniknąłby wielu chorób, na jakie w ciągu życia zapadał, gdyby lepiej znał i bardziej słuchał głównych chociażby zasad fizjologii. Tu widzimy cierpienia serca, będące skutkiem zapale­nia gośćcowego, które znów wywołane zostało mie­szkaniem w domu wilgotnym; tam znów zupełną ślepotę, spowodowaną zbyt usilną pracą literacką. Wczoraj mówiono o osobie, która na całe życie pozostała kulawą, z powodu, że z początku nie zwracała uwagi na lekkie stłuczenie kolana; dzisiaj znów mówią nam o innej osobie, zmuszonej lata całe w łóżku leżeć, a to z powodu iż nie wiedziała, że bicie serca, jakiego doświadcza, było skutkiem zbyt wielkiej pracy umysłowej. Słyszymy, że czło­wiek, który się chciał siłą popisywać, na całe ży­cie został skutkiem tego kaleką; to znów, że inny, raz na zawsze zdrowie utracił wskutek podjęcia się bez potrzeby zbyt uciążliwej pracy. Obok tego, dokoła widzimy ciągle niedomagania i zapadania na zdrowiu. Nie będziemy się zastanawiali nad rozmaitymi chorobami i będącą ich wynikiem stratą pieniędzy i czasu, zwracamy na to tylko uwagę, do jakiego stopnia brak zdrowia przeszkadza nam wypełniać obowiązki i sprawować interesa; jak psuje charakter, jak dla cierpiącego fizycznie, peł­nienie obowiązków obywatela staje się niemożebnym; wreszcie jak zły stan zdrowia zatruwa wszel­kie przyjemności. Czyż nie jest oczywistym, że grze­chy przeciwko prawom fizycznym (grzechy naszych przodków, jak również i nasze), bardziej od innych skracają i koślawią życie i że życie staje się skut­kiem tego szeregiem cierpień i ciężarem, zamiast być dobrodziejstwem i uciechą.

Nie na tym koniec. Nie dość, że skutkiem prze­kraczania praw fizjologicznych, sprowadzamy wiele chorób, lecz jeszcze skracamy znacznie nasze życie. My lnem jest mniemanie, że po wyzdrowieniu z jakiejkolwiek bądź choroby, wracamy do pierwotnego stanu zdrowia. Niema chorób, któryby przechodziły bez śladu. Organizm, który cierpiał, raz na zawsze zostaje uszkodzonym; może się zdarzyć, iż uszko­dzenie to nie od razu da się dostrzec, zawsze je­dnak ono istnieje, i w połączeniu z innymi tego rodzaju item, które natura nie zaniedbuje nigdy do ściśle przez nią prowadzonego rachunku wciągnąć nie omieszka z czasem na ustrój oddziałać, przez to niezawodnie nasze życie skracając.

Właśnie skutkiem nagromadzenia tych drobnych, mało przez się znacznych uszkodzeń, następuje zwy­kle przedwczesne wyniszczenie organizmu. Jeżeli zechcemy przypomnieć różnicę, jaka zachodzi po między rzeczywistą długością życia ludzkiego a jego długością możebną, a mianowicie, o ile pierwsza jest krótszą od drugiej, zrozumiemy wówczas całą doniosłość straty. Jeżeli do strat tych, będących skutkiem chorób, dodamy stratę największą, a mianowicie śmierć przedwczesną wielu osób, przeko­namy się, że zwykle ginie połowa życia. Tak więc, nauka, która zapobiegając utracie zdrowia, ma na celu bezpośrednie zachowanie naszego bytu, nie­zmiernie ważną być musi. Nie twierdzimy, aby nauka ta mogła w zupełności i zawsze złe usunąć. Jasną jest rzeczą, że wobec teraźniejszego stanu cywilizacyi, z potrzeby często musimy prawa na­tury przekraczać. Co więcej, wtedy nawet, kiedy konieczność ta nie istnieje, często skłonności człowieka pobudzają go do poświęcenia przyszłego dobra dla chwilowej rozkoszy, pomimo, że posiada świadomość czynu i zna smutne jego następstwa. Zawsze jednak jesteśmy przekonani, że rzeczywista nauka, odpowiednio wykładana, mogłaby wiele korzyści ludziom przynieść; a ponieważ zasady higieny należy wprzód dokładnie poznać, aby je na­stępnie móc w życiu stosować, przeto potrzeba naukę tę dostatecznie rozpowszechnić, w takim bo­wiem razie zdoła ona w przyszłości prędzej czy później, nakłonić ludzi do trybu życia, zgadzającego się bardziej z wymaganiami rozumu. Wniosek więc, jaki stąd da się wyprowadzić, jest, że jeżeli mocne zdrowie i towarzyszący mu zwykle hart duszy sta­nowią dla człowieka główny warunek szczęścia, przeto nauka, mająca na celu zachowanie tego zdrowia, pierwsze pod względem znaczenia miejsce zajmować powinna. Jesteśmy tego zdania, że wy­kład fizjologii, obejmujący główne przynajmniej zasady tej nauki i mogący nauczyć nas postępo­wania w życiu zgodnie z tymi zasadami, musi ko­niecznie stanowić część wychowania racjonalnego.

Dziwną jest rzeczą, że potrzebujemy o tym mó­wić, dziwniejszą jeszcze – że potrzebujemy zało­żenia tego dowodzić i bronić. A jednak znajdą się osoby, które z szyderstwem niemal przyjmą wygłoszoną przez nas zasadę. Osoby te, które nieza­wodnie rumieniłyby się ze wstydu, gdyby im się zdarzyło w Ifigenii, akcent zamiast na przedostat­niej, na trzeciej od końca zgłosce położyć, albo które uważałyby za zniewagę przypuszczenie, że mogą o jakichś czynach bajecznych półbogów nie wiedzieć; bez najmniejszego zakłopotania przyznają się do niewiadomości, w jakiem się miejscu trąbka Eustachego znajduje, jakie nerwy prowadzą do rdzenia kręgowego, jaka jest prawidłowa liczba uderzeń pulsu, albo w jaki sposób płuca wciągają otaczające powietrze. Troszcząc się o to, aby sy­nowie ich biegli byli w znajomości bajek i prze­sądów, jakie się przed dwoma tysiącami lat dziać miały, ludzie ci nie dbają wcale o nauczanie ich głównych chociażby wiadomości o budowie i czynnościach własnego ciała; wolą nawet, aby wcale wiadomości tych nie posiadali; do takiego stopnia jest wszechwładny wpływ rutyny, do takiego sto­pnia w wychowaniu naszym przyjemne nad pożytecznym przeważa.

Nie potrzebujemy dowodzić, jakie znaczenie po­siada drugi z kolei rodzaj wiedzy, który, nauczając jednostki rozmaitych sposobów zarobkowania na utrzymanie życia, prowadzi do czynności pośrednio samozachowawczych. Wszyscy się pod tym wzglę­dem zgadzają, a zdaniem ogółu nawet, ten rodzaj wiedzy cel wychowania stanowi. Lecz, podczas gdy prawie każdy gotów jest wygłaszać tę oderwaną zasadę, że wychowanie uzdalniające młodzież do pracy, jest niezmiernie ważnym a nawet bardziej od wszelkich innych rodzajów wychowania potrzebnym, mało się znajdzie osób, które by chciały wie­dzieć, jaki rodzaj wychowania potrafi w nich te zdolności wykształcić.

Musimy przyznać, iż należycie oceniono znacze­nie czytania, pisania i arytmetyki; lecz na tem ko­niec. Podczas, gdy większa część wykładanych przed­miotów nie ma najmniejszego związku z czynno­ściami przemysłowymi, z wychowania wyrzucają niezliczoną liczbę wiadomości, które w bezpośre­dnim związku z tymi czynnościami zostają. W rze­czy samej, czym się trudnią ludzie, z wyjątkiem kilku nielicznych klas społeczeństwa? Otóż, zajmują się wytwarzaniem, przerabianiem i podziałem środ­ków, do utrzymania życia służących. A od czego zawisło to powodzenie w wytwarzaniu, przygoto­waniu i podziale tych środków? Zawisło ono od użycia metod, zastosowanych do natury każdego z tych środków; od ścisłej znajomości ich własno­ści fizycznych, chemicznych lub biologicznych, je-dnem słowem, zawisło od wiedzy.

Ta właśnie gałąź wiedzy, zupełnie prawie po­mijana w naszych wykładach szkolnych, koniecznie jest potrzebną dla urzeczywistnienia postępu. Po­mimo, że prawda ta nie ulega wątpliwości, zdaje się ona jednak być prawdą martwą, a to zapewne z tego powodu, że się nie przywykło o niej my­śleć. Dlatego też będziemy się starali zwrócić na nią uwagę czytelnika, robiąc krótki przegląd fak­tów, a to w celu zupełnego usprawiedliwienia na­szych twierdzeń.

Zostawmy na stronie najbardziej oderwaną naukę – logikę – tę konieczną jednak przewo­dniczkę zarówno dla każdego większego producenta, jak i dla kupca, a przejdźmy wprost do matema­tyki. Nauka ta, jako mająca do czynienia z liczbami, opanowuje wszystkie gałęzie przemysłu, a więc jednakowo bywa stosowaną przy uporządkowaniu procesu lub sporządzeniu oszacowań, jak i przy kupnie, sprzedaży płodów i prowadzeniu rachun­ków. Nie potrzebujemy więc rozwodzić się nad znaczeniem tej gałęzi nauk oderwanych.

W budownictwie również niezbędną jest znajo­mość specjalnej gałęzi matematyki. Cieśla wio­skowy, sporządzający plan robót podług prawideł empirycznych, t. j. na mocy własnego doświadcze­nia, zarówno jak budowniczy takiego „mostu brytańskiego”, ciągle muszą stosować się do zasad geometrii. Inżynier, wymierzający grunta; budowni­czy, sporządzający plan mającego się wznieść bu­dynku; przedsiębiorca, zakładający fundamenta; mu­rarz, ociosujący kamienie; robotnicy, wznoszący po­jedyncze części budynku: wszyscy się rządzą zasa­dami geometrii.

Przy budowie kolei żelaznych, od pierwszej do ostatniej chwili prowadzenia robót, geometria cią­gle znajduje zastosowanie: sporządzanie planów i roboty ziemne, wytknięcie linii, wymiar nasypów i pochyłości, plany i budowa mostów, wodociągów, dróg, tunelów i stacji, nie mogą się bez niej obyć. Toż samo się dzieje przy budowie portów, doków, przy sypaniu gruzu na dno dla uregulowania nurtu, przy rozmaitych robotach uskutecznianych przez inżynierów i budowniczych ponad brzegiem morza lub wewnątrz kraju, a to Nie tylko na powierzchni, lecz także i w głębokościach ziemi. W naszych czasach nawet gospodarz wiejski, aby porządnie dreny założyć, musi uciec się do zasad geometrii.

Od nauk czysto abstrakcyjnych, jak matema­tyka, przejdźmy teraz do nauk abstrakcyjno kon­kretnych. Rozwój rękodzieł w czasach najnowszych zawdzięczać należy zastosowaniu najprostszej z po­między tych nauk – mechaniki. Własności drąga, lub koła na wale działają w każdej machinie, a nie posiadalibyśmy tylu i tak rozmaitych wyrobów przemysłu, gdyby nie zastosowanie maszyn. Spróbujmy nakreślić dzieje bochenka chleba. Ziemia, z której bochenek ten powstał, była drenowaną za pomocą rur glinianych, a przy robieniu tych rur niezbędne musiano stosować zasady mechaniki; po­wierzchnia ziemi została zorana maszyną, zboże zżęto, wymłócono i przesiano – a zawsze przy pomocy maszyn; taż maszyna następnie zboże to pytlowała i zmełła; gdyby wreszcie mąka została do Gosportu wysłaną, mogłaby być za pomocą maszyn przeistoczoną w suchary. Rozejrzmy się dokoła naszego pokoju. Jeżeli wybudowano go nie­dawno, w takim razie cegły, z jakich ściany sta­wiano, robione były za pomocą maszyny; również za pomocą maszyn piłowano i heblowano deski na posadzkę, szlifowano kamienie kominka, robiono i drukowano obicia papierowe. Wykładanie stołu, toczone nóżki krzeseł, dywany, firanki: wszystko to jest wyrobem maszynowym. Nasze zgrabne ubra­nie, czyż nie jest w zupełności przez maszyny tkanem, a nawet być może uszytem? A książka, którą czytamy, czyż jej arkuszów nie wyrabiała maszyna, i czy nie maszyna też zadrukowała ją wszystkimi tymi wyrazami? Dodajmy do tego, że możność roz­wożenia wszystkich płodów i bogactw po ziemi, również maszynom tylko zawdzięczamy. A potem wszystkim, zwróćmy uwagę na to, że powodzenie lub niepowodzenie przemysłu zawisło od dobrego lub złego zastosowania nauki mechaniki. Inżynier popełniający błąd przy obrachowaniu wytrzymało­ści użytych do budowy materiałów, buduje most, który się niebawem załamie. Rękodzielnik posługu­jący się złą maszyną, nie może współzawodniczyć z innym, którego maszyna mniej traci siły przez tarcie i opór. Budujący okręty podług dawnego systemu musi ustąpić pierwszeństwa temu, kto statki swe buduje zgodnie z uznaną w mechanice zasadą linii, dzielącej część zanurzoną od niezanurzonej. Dziś więc, kiedy naród o tyle z innymi współzawodniczyć jest w stanie, o ile składające go jednostki ruchliwości i uzdolnienia posiadają, możemy powiedzieć, że stopień znajomości mechaniki w narodzie wielki wpływ na jego losy wy­wierać musi.

Przejdźmy teraz do tych gałęzi wiedzy abstrakcyjno-konkretnej, które mają do czynienia z siłami molekularnemi, a znajdziemy tutaj znowu cały sze­reg zastosowań.

Fizyce właśnie w połączeniu z matematyką zawdzięczamy znajomość maszyny parowej, zastępu­jącej w pracy rąk tysiące. Dział nauk fizycznych, traktujący o cieple, nauczył nas sposobu zaoszczę­dzania paliwa w przemyśle. Wiemy, w jaki sposób zwiększać działanie wielkich pieców, zastępując po­wietrze zimne powietrzem ogrzanym; jak przewie­trzać kopalnie; jak zapobiegać wybuchom przez użycie lampy bezpieczeństwa; jak wreszcie i kiedy posługiwać się termometrem. Drugi znów dział fizyki, badający własności światła, udziela mocy oczom starca i krótkowidza; ułatwia przy pomocy mikroskopu badanie chorób i rozpoznawanie le­karstw; a jednocześnie zapobiega rozbiciu się statków, wskazując drogę za pomocą udoskonalonych latarń morskich.

Poszukiwania nad elektrycznością i magnety­zmem wybawiły od śmierci i zagłady życie i mie­nie niezliczonej liczby osób, a to dzięki jedynie wynalezieniu busoli; elektrotypia znakomicie przy­czyniła się do rozwoju sztuki, telegraf wreszcie po­zwolił urządzać wygodnie nasze stosunki handlowe i polityczne. Nawet w życiu domowym, począwszy od wydoskonalonego pieca kuchennego, aż do ste­reoskopu, przeznaczonego do zabawy, postęp fizyki przyczynia się do zapewnienia nam dobrobytu i przyjemności.

Ważniejszym jeszcze jest wpływ chemii na te czynności ludzkie, które prowadzą do zapewnienia środków do życia. Piorący bieliznę, farbiarz, fabry­kant płócienek kolorowych, stosują ciągle zasady chemii. Również przy topieniu mosiądzu, miedzi, cynku, ołowiu, srebra i żelaza, niezbędną jest zna­jomość chemii. Rafinacya cukru, wyrabianie gazu, mydła, prochu strzelniczego, są po części przynaj­mniej procesami chemicznymi, zarówno jak wyra­bianie szkła i porcelany. Odróżnić fermentację wy­skokową od fermentacji octowej, jest to kwestia chemiczna, od której zawisło powodzenie, lub strata piwowara. Dlatego też piwowar, interes swój na wielką skalę prowadzący, zawsze przy zakładzie biegłego chemika utrzymuje. Jednym słowem, obe­cnie żaden przemysł bez chemii, w pewnym przy­najmniej stopniu, obejść się nie potrafi, nie wyłą­czając stąd nawet rolnictwa, którego postęp zupełnie od zastosowania tych zasad zależy. Rzeczywi­ście, rozbiór nawozów i gruntu, odkrycia dotyczące ich zastosowania, użycie gipsu i innych substancji, dla utrzymania amoniaku w stanie stałym, zużyt­kowanie koprolitów, wyrób nawozów sztucznych: są to dobrodziejstwa chemii, z którymi każdy rolnik powinien się zapoznać. Czy to mowa o zapał­kach lub o dezynfekcji rynsztoków ulicznych, czy też o fotografii, o chlebie wypiekanym bez drożdży lub o przyrządzaniu perfum: zawsze musimy pa­miętać, jak wielką jest rola chemii w tych wszyst­kich wyrobach i czynnościach i jak z tego powodu musi ona być znaną przez tych, którzy pośrednio lub też bezpośrednio, biorą udział w przemyśle.

W dziedzinie nauk konkretnych spotykamy przede wszystkim astronomię. Żeglugę morską, handel międzynarodowy, zatrudniający znaczną część lu­dności i dostarczający nam tylu przedmiotów pierw­szej użyteczności i zbytku, zawdzięczamy znajomo­ści tej sztuki.

Geologia jest także nauką, której znajomość przyczynia się znakomicie do postępu w przemyśle. Obecnie, kiedy kopalnie żelaza stanowią tak obfite źródło bogactw; kiedy kwestia, na jak długo wy­starczyć mogą zawarte w ziemi naszej pokłady wę­gla kamiennego, stała się kwestia wielkiej wagi; kiedy posiadamy szkołę górnictwa i urząd inspektorów geologów: nie potrzebujemy, zdaje się do­wodzić, że zbadanie skorupy ziemskiej wpłynąć może na nasz dobrobyt materialny.

Cóż mamy wreszcie powiedzieć o nauce życia, o biologii? Czyż ona także nie zajmuje się zbada­niem czynności pośrednio samozachowawczych? Mało ma ona wprawdzie związku z tym, co zwykle nazywamy »rękodzielnictwem«, lecz za to ściśle jest złączona z najważniejszą gałęzią przemysłu, bo z przygotowaniem pożywienia. Ponieważ rolnictwo musi się stosować do zjawisk życia roślinnego i zwie­rzęcego, znajomość przeto tych zjawisk stanowi podstawę rozumnie prowadzonego rolnictwa. Wpra­wdzie, niektóre zasady biologiczne zostały empiry­cznie przez rolników poznane i zastosowane, zanim jeszcze nauka zdołała je wyświetlić. Wiedzieli oni np. o tym, jakie rośliny jakich nawozów wymagają, jakie zboże grunt wycieńcza i w jakim porządku zboża po sobie siać trzeba. Wiedzieli oni na mocy doświadczenia, że źle karmione konie nie są w sta nie należycie pracować; że pewne choroby bydła lub owiec powstają przy takich lub innych okoli­cznościach. Te i inne tego rodzaju wiadomości, które rolnik doświadczeniu codziennemu zawdzięcza i które dotyczą budowli roślin i zwierząt, stanowią całość znanych mu faktów biologicznych, od któ­rych znajomości głównie powodzenie w jego za­wodzie zawisło. Otóż, jeżeli te fakty biologiczne, źle określone i niedokładne, tak są jednak dla rol­nika pożyteczne, osądźcie przeto, o ile więcej oneby mu się przydały, gdyby je należycie zgłębiono i określono. Już teraz widzieć możemy dobrodziej­stwa, jakie rolnictwu gruntowna znajomość zasad biologii wyświadcza.

Wiadomo na przykład, że wytwarzaniu się ciepła zwierzęcego towarzyszy zawsze utrata materii i że skutkiem tego, zapobiegając utracie ciepła, nie po­trzebujemy powiększać ilości pokarmu. Jakkolwiek wniosek powyższy jest dziełem czystej teorii, jednak obecnie stosują go w hodowli bydła, i prze­konano się, że utrzymując w oborach temperaturę dość wysoką, mniej daleko potrzeba dawać po­karmu zwierzętom. To samo da się powiedzieć i względem rozmaitości pożywienia.

Doświadczenia fizjologów wykazały, że zmiana pokarmów Nie tylko jest pożyteczną, lecz że jeszcze trawienie staje się łatwiejszym przez pomieszanie w żołądku rozmaitego rodzaju pokarmów. Również biologii zawdzięczają rolnicy znajomość przyczyn kołowacizny (vertigo), choroby, która tak pomiędzy owcami grasuje. Rzeczywiście przekonano się, że przyczyną tej choroby jest obecność w mózgu owcy, glisty, która na mózg ciśnienie mechaniczne wywiera. W miejscu, w którym się glista znajduje, czaszka owcy staje się bardzo miękką, i dość jest glistę tę z wewnątrz przez tę rozmiękczoną część czaszki wydobyć, aby zwierzę zawsze prawie i zu­pełnie uleczyć.

Pozostaje nam jeszcze nauka, która wpływ bez­pośredni na rozwój umysłu wywiera, a mianowicie socjologia. Ludzie, którzy codziennie śledzą stan rynku pieniężnego, sprawdzają tabelki kursów, roz­prawiają o przyszłym urodzaju, o cenach cukru, bawełny, wełny, jedwabiu, którzy starają się zgłę­bić stan polityczny i na przewidywaniu wojny lub pokoju swe wyrachowania handlowe opierają: wszy­scy ci ludzie studiują socjologia. Wprawdzie uczą się jej w sposób empiryczny błędny; lecz zawsze się jej uczą, bo zyski ich i straty zawisły od tra­fności wniosków. Nie tylko wielki kupiec i przemy­słowiec muszą w czynnościach swych mieć na względzie zaofiarowanie i zapotrzebowanie, co zna­jomości wielu bardzo faktów wymaga, i przez to samo poznawać rozmaite zasady socjologii; każdy drobny handlarz również powinien o tych wszyst­kich okolicznościach pamiętać. Powodzenie jego handlu zależy szczególnie od trafności, z jaką zdoła przewidzieć zmiany przyszłych cen towarów. Jasną jest przeto rzeczą, iż ktokolwiek zechce się poświę­cić handlowi, wprzód musi poznać prawa, jakim czynności handlowe ulegają. Tak więc, kto się tylko zajmuje wyrobem, zamianą lub sprzedażą towarów, powinien posiadać wiadomości z pewnej gałęzi nauk. Ludzie, bliską czy też daleką styczność z naszym przemysłem mający (a nie wiem, czy się znajdą tacy, którzyby żadnej styczności nie mieli), potrzebują znać własności matematyczne, fizyczne i chemiczne przedmiotów, jak również niektóre przynajmniej zasady biologii i socjologii.

Zapewnienie sobie środków do życia, co na­zwaliśmy czynnościami pośrednio samozachowawczymi, zależy po największej części od znajomości zasad jednej lub kilku z tych umiejętności, znajo­mości nie zawsze naukowej i gruntownej, bo naby­tej nieraz jedynie przez doświadczenie, lecz zawsze prawdziwej. To, co się zowie nauką handlu, w rzeczywistości, bez względu na sposób, w jaki się chcemy wyrazić, oznacza naukę zasad odpowiedniej w tym razie umiejętności. Prace naukowe, teore­tyczne, dlatego tak wielkie mają znaczenie, bo uzdolniają do życia handlowego i przemysłowego, bo wiedza, oparta na rozumowaniu i dowodzeniach, ma niezaprzeczoną wyższość nad wiedzą empiry­czną, t. j. tylko drogą doświadczenia nabytą.

Nie dosyć jest znać fakty; kogo obchodzi wy­twarzanie lub zamiana produktów, ten musi po­znać związek wzajemny, musi zrozumieć »jak« i »dlaczego« Nie tylko w tych rzeczach, które go bezpośrednio obchodzą, lecz i w innych jeszcze bardziej odległych szeregach faktów. W naszym wieku, w którym duch stowarzyszeń tak w społe­czeństwach panuje, wszyscy prawie, z małymi chyba wyjątkami, biorą udział w rozmaitych przedsiębior­stwach handlowych lub przemysłowych. Często zaś rozwój lub upadek przedsiębiorstwa zależy od umie­jętnego prowadzenia, od znajomości nauk, które z nim związek mają. Oto na przykład kopalnia węgla kamiennego, która akcjonariuszów do ban­kructwa przywiodła; nie byłby spotkał ich los tak smutny, gdyby o tym wiedzieli, że pod pokładem znalezionego w kopalni granitu czerwonego, wę­giel kamienny nigdy znajdować się nie może. Robiono wiele prób zbudowania maszyn elektroma­gnetycznych, którymi spodziewano się zastąpić ma­szyny parowe; otóż, gdyby ci, co na to koszta ło­żyli, znali zasadnicze prawo wzajemnego stosunku i równoważnika sił, nie straciliby na próżno tyle pieniędzy. Codziennie widzimy ludzi, czyniących ogromne nakłady dla urzeczywistnienia swych projektów i wynalazków, które im pożytecznymi się wydają; a tymczasem człowiek, chociaż z nauką trochę obeznany, zdołałby natychmiast całą ich niepraktyczność ocenić.

Wszędzie, dokąd się tylko zwrócimy, spostrze­gamy ludzi, którzy mienie swe stracili, usiłując urzeczywistnić jakieś niedorzeczne projekty!

Otóż jeżeli w naszym wieku straty pieniężne, skutkiem niewiadomości i nieuctwa, już tak są po­spolite, o ileż pospolitszymi i większymi one będą w przyszłości, dla ludzi, którzy do nauki przykładać się nie zechcą! W miarę, jak czynności przemy­słowe wymagać będą coraz to głębszych wiadomo­ści naukowych – co znów pod wpływem współ zawodnictwa koniecznie nastąpić musi, – w miarę, jak stowarzyszenia staną się coraz bardziej powszechnymi, co też niezawodnie nastąpić musi, wie­dza tym bardziej stanie się potrzebną dla każdego kupca i przemysłowca. To, co najbardziej w szko­łach naszych bywa zaniedbywanym, to właśnie naj­bardziej nam w życiu przydać się może. Przemysł nasz dawno by już nie istniał, gdyby ludzie nie kształcili się sami, nabywając wiadomości prakty­czne, a tu już po ukończeniu wychowania szkol­nego. Gdyby nie wiedza nagromadzona w ciągu wieków całych, poza obrębem i niezależnie od wy­kształcenia urzędowego, rozmaite gałęzie przemysłu naszego wcale by istnieć nie mogły. Gdybyśmy nie posiadali innego wykształcenia nad to, jakie nam w szkołach publicznych dają, Anglia obecnie jeszcze byłaby tym, czym była za czasów feudalizmu. Nauka, zajmująca się zbadaniem praw rządzących zjawiskami, nauka, której obszar coraz się powięk­sza, która pozwala ujarzmić przyrodę i zastosować ją do naszych potrzeb, a rolnikowi daje możność tak wygodnego życia, o jakim dawniej królom się nawet nie śniło, nauka ta, powtarzamy, powstała i wykształciła się zupełnie prawie niezależnie od wychowania w szkołach i zakładach publicznych.

Znajomość życia, której zawdzięczamy to, że staliśmy się narodem potężnym, i która jest dla nas warunkiem bytu, rozwijała się w cieniu, w kry­jówkach ustronnych, podczas gdy nasi patentowi profesorowie bawili się wyłącznie nauczaniem for­mułek bez treści.

Doszliśmy do trzeciego z kolei wielkiego działu czynności ludzkich, czynności, do których, zdaniem naszym, wcale nas za młodu nie przysposabiają. Gdyby dziwnym zbiegiem okoliczności, potomność nie odziedziczyła po nas żadnego śladu cywilizacji, oprócz stosu naszych książek klasycznych lub ćwiczeń szkolnych, wielkim zaiste byłoby zdziwienie ówczesnego starożytnika, który przeglądając te księgi i papiery, nie znalazłby w nich najmniejszej nawet wzmianki o tern, aby uczniowie, którzy się tymi książkami posługiwali, sposobili się z czasem na rodziców. »Rozumiem! pomyślałby ten antykwariusz, był to zapewne kurs nauk dla bezżennych. Widzę, że w wychowaniu tern zwracano uwagę na wiele rzeczy, szczególniej zaś uwzględniano prace, pozostawione przez narody, już w owym czasie wymarłe, lub czerpano je od jakichś innych współ­czesnych narodów (z czego można wnosić, że na­ród ten nie posiadał wcale własnych swych skar­bów umysłowych); lecz nie znajduję tu żadnej wzmianki o sztuce wychowania dzieci. A jednak, ludzie ci nie mogli być do tego stopnia pozbawieni rozsądku, aby wcale na przedmiot tak wielkiej wagi nie zwracać uwagi. A więc był to zapewne kurs nauk dla jednego z ich zakonów klasztornych«.

W rzeczy samej, czyż nie jest zadziwiającym, że chociaż życie i śmierć dzieci naszych, wykształ­cenie ich zdolności moralnych i umysłowych zależą od sposobu ich wychowania, w szkołach naszych o wychowaniu tern nie wykładają wcale tym, któ­rzy niebawem sami stać się mają rodzicami? Czy nie jest rzeczą okropną powierzanie losu młodego pokolenia wpływowi nierozsądnych nawyknień, kie­rownictwu i namowom nieuków, zachciankom ro­dziców, podszeptom mamek, radom przesądnych babek? Gdyby się kto zajął handlem, nie mając najmniejszego o arytmetyce i prowadzeniu ksiąg kupieckich pojęcia, śmialibyśmy się z jego głupoty i przepowiadalibyśmy mu koniec żałosny. Gdyby się ktokolwiek odważył, nie nauczywszy się po­przednio anatomii, pochwycić za skalpel chirurga, dziwilibyśmy się jego zuchwałości i litowalibyśmy się nad powierzonymi jego opiece chorymi. Gdy jednak rodzice przystępują do trudnego zadania wychowania dzieci, bez najmniejszego przygotowa­nia, nie znając nawet zasad wychowania fizycznego, moralnego i umysłowego, mających być dla nich wskazówką, nikt się temu nie dziwi ani się lituje nad ofiarami!

Tysiące istot ludzkich przedwcześnie zmarłych, setki tysięcy takich, które żyją po to tylko, aby wiecznie cierpieć, miliony wreszcie takich, które wzrastają nie dość mocno i zdrowo, nasuwają nam myśl o krzywdzie, jaką im rodzice, nieświadomi praw biologicznych, wyrządzają. Chciejcie się tylko nad tern zastanowić, że prowadzenie dzieci wy­wiera wpływ dodatni lub ujemny na całą ich przyszłość, że przy tym można się dwadzieścia razy omy­lić, zanim się raz postąpi właściwie, a zapewne zrozumiecie dobrze stan opłakany, będący wynikiem bezzasadnego, nieobmyślonego systemu naszego wy­chowania. Postanawiają n. p. chłopca ubrać w kró­tką i lekką sukienkę, i tak ubranemu każą się ba­wić na powietrzu ze skrzepłymi od chłodu człon­kami. Postanowienie to oddziałać musi na całe życie chłopca, wywołując chorobę albo osłabiając ciało, albo co najmniej, robiąc go mniej silnym w wieku późniejszym, a to znów może stanąć na przeszkodzie jego powodzeniu i szczęściu w życiu. Również jeżeli będziemy dzieciom dawali pokarm zbyt jednostajny lub mało pożywny, skutki tego na całe życie pozostaną, wstrzymując rozwój fizy­czny i umysłowy mężczyzny i kobiety. Nie pozwa­lając dzieciom oddawać się grom hałaśliwym lub (z przyczyn zbyt lekkiego ubrania) wychodzić na chłód, zmniejszamy przez to skalę sił i zdrowia, jaką im natura przeznaczyła.

Widząc jak synowie i córki chorują nieustannie, rodzice nazywają to nieszczęściem, próbą, jaką im Opatrzność zsyła. Panujący w ich głowach zamęt każe im przypuszczać, że nieszczęścia te powstają bez przyczyn, albo że są skutkiem przyczyn nad­przyrodzonych. Tymczasem, rzecz się ma zupełnie inaczej. Zapewne, w wielu razach, przyczyny te przychodzą drogą dziedziczności; najczęściej jednak i źródła ich szukać należy w niewłaściwem pielęgno­waniu i prowadzeniu dzieci. Odpowiedzialność za tyle cierpień, chorób i osłabień najczęściej ciąży na rodzicach. Oni się podjęli obowiązku bezustan­nego i bacznego śledzenia za wszystkim, co jaki­kolwiek wpływ na życie ich dzieci wywierać może, a jednak z powodu niedarowanej lekkomyślności, pogardzili znajomością praw rządzących rozwojem życia: broniąc dzieciom rzeczy użytecznych i ze­zwalając na szkodliwe, ciągle te prawa pogwałcają. ‚Skutkiem zupełnej nieznajomości praw fizjologicznych, podkopują oni zwolna organizm dzieci, sprowadzają cierpienia i śmierć przedwczesną, a to Nie tylko na nie same, lecz i na ich potomstwo. Niemniej zgubne skutki nieświadomości spostrze­gamy i w wychowaniu moralnym.

Przyjrzyjmy się młodej matce i jej postępowaniu z dziećmi. Przed kilkoma zaledwie laty, młoda ta kobieta siedziała na ławie szkolnej, a nauczycielki starały się pamięć jej obarczyć słówkami, imionami i datami, nie rozwijając w niej władz myślenia i zastanawiania się. Nie dano jej tam najmniej­szego pojęcia o tym, jak ma postępować z budzącym się umysłem dziecka, a otrzymane przez nią wychowanie i dyscyplina szkolna, nie mogły ją do samodzielnej na tym polu pracy uzdolnić. Następne lata poświęcono nauce muzyki, haftowaniu, czyta­niu romansów i rozrywkom światowym. Nigdy nie starano się dać jej poznać, jak wielką jest odpo­wiedzialność przyszłych obowiązków matki, nie dano jej tego gruntownego wykształcenia umysło­wego, które by ją mogło do podjęcia się tej odpo­wiedzialności uzdolnić.

Spójrzmy więc w jaki sposób kobieta taka po­stępuje, z charakterem, który się dopiero budzi i kształci, a którego kształcenie jej powierzonym zostało. Niema ona najmniejszego pojęcia o natu­rze zjawisk, z którymi ma do czynienia, i radzi sobie na oślep w tych wypadkach, w których za­wahałby się człowiek, najwyższą nawet naukę po­siadający! Nie zna wcale natury wrażeń, porządku ich przeobrażeń, ich czynności; nie wie, kiedy z po­żytecznych stać się mogą szkodliwymi; wierzy, iż pewne uczucia, zawsze, bez względu na ich stopień, są dobre a inne złe, chociażby rzeczywiście inaczej zupełnie się działo! Nie znając organizmu dziecka, nie wie, jaki wpływ na ten organizm, takie lub inne postępowanie mieć może. Stąd to pochodzą zgubne wyniki, których codziennie jesteśmy świad­kami.

Ponieważ matka ta nie pojmuje zjawisk umy­słowych, ich przyczyn i skutków, przeto wdanie się jej szkodliwszym jest od zupełnie biernego zacho­wania się. Bezustannie usiłuje ona ograniczyć pra­widłowe i dobroczynne czynności dziecka, a przez to jego szczęściu przyszłemu szkodzi, psuje charak­ter zarówno swój jak i dziecka, a wreszcie traci jego przywiązanie. Pod wpływem obawy, chęci zy­sku lub dumy, nakłania je do postępków, które się jej pożytecznymi wydają, nie dbając o to, jaki wpływ na charakter mieć mogą i troszcząc się p to tylko, aby postępowanie dziecka zgadzało się z jej pojęciem o szczęściu; w ten to sposób rozwija się w nim obłudę, tchórzostwo, egoizm, zamiast kształcić uczucia dobre i szlachetne. Zalecając szczerość, uczy je jednak ciągle kłamstwa, bo straszy je karami, a następnie kar tych nie wykonywa. Zalecając mu łagodność i powściągliwość, sama często się unosi i wybucha w zelżywych wyrazach za przewinienia małej wagi. Matka taka nie rozu­mie wielkiej prawdy, że w pokoju dziecka zarówno jak i na świecie, jedynie prawdziwą i zbawienną karnością jest ta, która polega na dopuszczeniu złych lub dobrych, przyjemnych lub też niemiłych następstw naturalnych, będących wynikiem naszych czynności. Pozbawiona wszelkiej wiedzy teorety­cznej, niezdolna śledzić za rozwojem dziecka, lek­komyślnie powoduje się ona uczuciem danej chwili. JW wielu razach wpływ matki stałby się do naj­wyższego stopnia zgubnym, gdyby nie stawała mu na przeszkodzie zadziwiająca dążność młodego umysłu do osiągnięcia typu moralnego rasy, dążność, wy kle niezmiernie silna, bo zwyciężająca wszyst­kie wpływy podrzędne.

A wychowanie umysłowe dziecka, czyż nie od­bywa się w ten sam sposób? Albowiem, jeżeli się ^godzimy, że rozwój umysłu następuje według pe­wnych praw, musimy przyznać, że bez znajomości tych praw nie można nadać wychowaniu należy­tego kierunku. Śmiesznością byłoby utrzymywać, że można kierować tworzeniem się i powstawaniem pojęć nie znając samego sposobu, w jaki pojęcia te w umyśle się tworzą. Jak dalece wychowanie to, jakie mamy, różni się od tego, jakiem być po winno, wtedy tylko pojąć zdołamy, gdy sobie przypomnimy, że niema prawie rodziców i bardzo mało jest nauczycieli, którzy by najmniejsze chociaż o psychologii posiadali pojęcie. Z tego też właśnie powodu przyjęty system wychowania zupełnie jest wadliwym ze względu na treść i formę: nie wzmiankując nieraz o rzeczach niezmiernie ważnych, na­rzucamy umysłowi rzeczy szkodliwe, przy czym najbardziej szkodliwym jest sam sposób nauczania.

Pod wpływem niedorzecznego przekonania, że nauka książkowa stanowi całość wychowania, przed­wcześnie dzieciom dają do rąk elementarze, każąc im się z nich uczyć. Z przyczyny niepojmowania tak wielkiej prawdy, że użycie książek jest rzeczą dodatkową, że książki stanowią tylko pomocniczy, dopełniający środek nauczania, który wtedy tylko powinien być użyty, kiedy zabraknie środków bez­pośrednich (a to tak samo, jak, że wtedy tylko poprzestać na opowiadaniu innych musimy, kiedy sami własnymi oczami przedmiotu widzieć nie mo­żemy), nauczyciele nasi chętnie zawsze udzielają wiadomości bezpośrednio ze źródła czerpanych.

Nie rozumiejąc, jak ważnem jest samodzielne kształcenie się umysłu w pierwszych latach życia ludzkiego, nie pojmując, że zdolność spostrzegaw­cza w dziecięciu, Nie tylko, że nie powinna być krę­powaną, lecz owszem zasługuje na umiejętne po­parcie i powinna być o ile możności rozwijaną, osoby zajmujące się wychowaniem, uparcie każą dzieciom zajmować się rzeczami, które w tym okre­sie życia są niezrozumiałe i wstrętne. Ceniąc bar­dziej formę nauki, niż treść jej samą, nie pojmują one, że należy udawać się do książek dla poczerpnięcia z nich nowego źródła wiadomości, tylko po zupełnym już wyczerpaniu wszelkich wiadomo­ści o przedmiotach, otaczających nas w pokoju, na ulicy, w ogrodzie, jak również o ich własnościach; a to nie z tego tylko powodu, że bezpośrednia zna­jomość rzeczy lepszą jest od znajomości pośredniej, lecz i dlatego jeszcze, że wyrazy, w książkach na­potykane, mogą wywołać pewne wyobrażenia i po jęcia nie inaczej, jak w stosunku do poprzednio już nabytego doświadczenia o rzeczach. Zwróćmy je­szcze i na tę okoliczność uwagę, że takie naucza­nie formułek i wyrazów rozpoczyna się zbyt wcze­śnie i bez względu na prawa rozwoju naszego umysłu.

Rozwój umysłowy idzie od poznania rzeczy kon­kretnych do abstrakcyjnych; a tymczasem w wy­chowaniu, bez względu na tę okoliczność, nauka tak bardzo oderwana, jak gramatyka, zamiast stać w rzędzie nauk wykładanych przy końcu, zwykle wykłada się dzieciom bardzo jeszcze małym. Geografia polityczna – rzecz dla dzieci martwa i obo­jętna, – która właściwie powinnaby stanowić przy­czynek do socjologii, wykłada się bardzo wcześnie; przeciwnie zaś geografia fizyczna, którą dziecko łatwo pojmuje i której stosunkowo z przyjemnością się uczy, bywa zupełnie prawie zaniedbaną. Wszystkie nauki prawie wykładane są w sposób niewłaściwy, a mianowicie wykład rozpoczyna się od określeń, reguł i zasad ogólnych, gdy przeciwnie należałoby rozwijać je i objaśniać stopniowo, w tym samym porządku, w jakim w umyśle dziecka po­wstają, rozwijają się i grupują pojęcia o przedmio­tach świata zewnętrznego.

Następnie podstawę całego systemu stanowi przymuszanie dzieci do uczenia się na pamięć, po­dług rutyny, przez co myśl poświęca się literze. W końcu władze umysłowe wcześnie tępieją skut­kiem usiłowań w celu przełamania natury i zmu­szenia ucznia do skupiania całej uwagi nad książ­kami. W głowie ucznia powstaje chaos ogólny, bo go uczą rzeczy których jeszcze zrozumieć nie może, i karmią go ogólnikami, nie zapoznawszy poprzednio z pojedynczymi faktami. W ten sposób uczeń staje się biernym odbieraczem myśli cudzych i nie przywyka do samodzielnego poszukiwania faktów i pojęć; umysł jego do zbytku się przeciąża, giną nieraz znakomite zdolności, i niewielka tylko liczba umysłów, pomimo wadliwości systemu wychowa­nia, rozwinąć się może. Po ukończeniu egzaminów, książki raz na zawsze na stronę rzucono; wiado­mości nabyte należycie nieuporządkowane, wkrótce się ulatniają, a to, co po nich zostaje, nie może nam się w czymkolwiek przydać, bo nas nie nau­czono wiadomości tych w życiu stosować, i nie wyrobiliśmy w sobie zdolności dokładnego zasta­nawiania się i samodzielnego myślenia. Dodajmy do tego, że podczas, gdy większość przedmiotów wykładanych względnie bardzo małą ma wartość, wielka ilość wiadomości, rzeczywiście pożytecznych, zupełnie w wychowaniu bywa pomijaną. Na za sadzie więc tego co się powiedziało, możemy po­stawić następujące wnioski: wychowanie fizyczne, moralne i umysłowe jest do najwyższego stopnia wadliwym, a to z tego głównie powodu, że rodzice wcale nie posiadają nauki, która jedna tylko mo­głaby właściwą drogę postępowania wskazać. Cze­góż możemy się spodziewać po tych, którzy przy­stępują do rozwiązania najtrudniejszego ze wszyst­kich zadań, nie poznawszy go należycie? Długiej potrzeba pracy, aby się nauczyć szyć trzewiki, dom budować, kierować statkiem lub lokomotywę pro­wadzić. Czyż więc rozwój cielesny i umysłowy człowieka, jest rzeczą stosunkowo tak prostą, że pierwsza lepsza osoba żadnych wiadomości przygo­towawczych nie mająca, zupełnie temu zadaniu podołać może? Jeżeli tak nie jest, jeżeli rzeczywiście proces takiego rozwoju z jednym tylko wyjątkiem, jest najbardziej złożony ze wszystkich, jakie w przyrodzie istnieją, i jeżeli zadanie osoby, zaję­tej wychowaniem, jest w rzeczy samej tak niełatwym, czyż nie jest więc szaleństwem, przystępo­wać do tego zadania bez odpowiedniego przygoto­wania. Lepiej poświęcić naukę talentów, niż pomi­nąć to przygotowanie, tak niezbędne. Ojciec, który z własnej winy utracił miłość swych synów, suro­wością popchnął ich do nieuległości i upadku mo­ralnego, a sam sobie nieszczęście zgotował, uzna zapewne, że nauka o charakterze więcej by mu się od znajomości Eschilosa przydała. Matka, która opłakuje zgon pierworodnego dziecka, zmarłego skutkiem gorączki szkarlatynowej, gdy jej doktor oświadczył szczerze (czego sama zresztą już się prawie domyślała), że dziecko jej byłoby wyzdro­wiało, gdyby organizm poprzednio już nie był pod­kopany zbyt wielką pracą umysłową, matka taka, powtarzamy, doświadczająca jednocześnie smutku i wyrzutów sumienia, nie wiele się pocieszy tym, że potrafi tekst oryginalny Dantego czytać.

Widzimy więc, że dla uregulowania trzeciego działu czynności ludzkich, koniecznie potrzebną jest pewna znajomość praw życia, niezbędnym jest obznajmienie się z najgłówniejszymi zasadami fizjologii i psychologii. Przewidujemy uśmiech, z jakim twierdzenie to przez wielu zostanie przyjętym. Żą­danie, aby rodzice uczyli się rzeczy tak obcych i mało znanych, wyda się wielką niedorzecznością. W rzeczy samej niedorzecznością byłoby żądać znajomości tych przedmiotów od wszystkich, bez wyjątku rodziców. Lecz nie taką jest właśnie myśl nasza. Dostatecznym będzie obznajomienie ucznia z ogólnymi zasadami, poparcie tych zasad kilkoma przykładami, a uczniowie niewątpliwie łatwiej je zrozumieć i spamiętać potrafią. Co zaś do sposobu wykładu, to można je będzie wykładać w sposób dogmatyczny, albo, co jeszcze lepiej, racjonalny. W każdym więc razie, następujące fakty nie ule­gają wątpliwości: rozwój fizyczny i umysłowy dzieci ulega pewnym prawom; jeżeli rodzice zupełnie nie chcą być tym prawom posłuszni, śmierć koniecznie nastąpić musi; jeżeli w pewnym tylko stopniu do nich się stosują, koniecznym następstwem być mu­szą w dzieciach pewne wady cielesne i umysłowe; i w tym tylko wypadku, gdy rodzice we wszystkim zgodnie z prawami tymi postępują, dzieci dochodzą do doskonałego rozwoju umysłu i ciała. Osądźcież więc teraz, czy ojcowie i matki nie po­winni gorliwie starać się prawa te poznać?

Od obowiązków rodzicielskich przejdźmy do obowiązków obywatela kraju.

Zacznijmy od zapytania, jaka umiejętność jest człowiekowi potrzebną aby mógł obowiązkom tym zadość uczynić?

Nie można powiedzieć, aby w wychowaniu wia­domości tego rodzaju zupełnie były pomijane, bo przecież w szkołach wykładają pewne nauki, z na­zwy przynajmniej jakiś związek z obowiązkami względem społeczeństwa i kraju mające. Pomiędzy tymi naukami miejsce wybitne zajmuje historia. Lecz, jakeśmy już nadmienili, wiadomości, udzie­lane dzieciom pod powyższą nazwą, dla życia ża­dnej wartości nie posiadają. Fakty, zawarte w szkol­nych podręcznikach historii, zarówno jak i w dzie­łach, bardziej nawet poważnych, przeznaczonych dla dorastającej młodzieży, nie dają wcale właści­wego pojęcia o dziejach ludzkości. Opisy życia królów (bo tego wyłącznie prawie uczą dzieci), niewiele mogą się przyczynić do wyświetlenia nauki o społeczeństwie. Do wyświetlenia przyczyn wzro­stu lub upadku narodów, mało się przyda znajo­mość wszelkich intryg dworskich, spisków, najazdów i innych tego rodzaju wypadków, wraz z imionami wszystkich osób, jakikolwiek udział w tych wypadkach przyjmujących. Czytamy, że w pewnej epoce współubieganie się o koronę i berło było przyczyną wojny, że strony wojujące stoczyły bi­twę, że uczestniczący w niej generałowie i dowódcy tak się lub inaczej nazywali, że każdy z nich pod swym dowództwem tyle tysięcy piechoty, jazdy i tyle armat posiadał, że ustawili oni swe wojska w takim szyku bojowym, że wykonywali rozmaite ruchy, napadali, cofali się; że o takiej dnia godzi nie zostali pobici lub odnieśli nad nieprzyjacielem zwycięstwo; że podczas jednego z tych ruchów za­bito generała lub pewien pułk zdziesiątkowano; a opowiadanie bywa tak szczegółowym, iż się wspo­mina, ile w bitwie padło, a ilu wzięto do niewoli. Czyż pomiędzy tylu nagromadzonymi szczegółami tego opowiadania, jest choć jeden taki, który może się przydać do wypełnienia obowiązków obywatela?

Przypuśćmy, że pilnie czytaliśmy Nie tylko opis „Piętnastu bitew stanowczych, stoczonych na kuli ziemskiej”, lecz nadto, opisy wszystkich innych bi­tew, jakie tylko historii są znane; czyż przez to jednak sąd nasz w przyszłych wyborach stanie się bardziej trafnym? Lecz to są fakty, fakty niezmier­nie ciekawe, odpowiecie mi na to. Zapewne są to fakty (o ile nie są powymyślane), i fakty te, dla wielu, mogą być bardzo zajmującymi. Nie wynika stąd jednak, aby znajomość ich rzeczywiście była pożyteczną. Sąd sztuczny lub chorobliwy może na­dać wartość rzeczom, które prawie wcale jej nie posiadają. Zajadły amator tulipanów, za wagę złota nie odda jakiejś szczególnej cebulki. Są ludzie, dla których skorupa naczynia ze starej porcelany sta­nowi pożądane bogactwo; są znów tacy, którzy by wiele dali za posiadanie pamiątek po znakomitych zbrodniarzach. Mamyż powiedzieć, że upodobania te stanowią miarę rzeczywistej wartości przedmiotów? Nie, zapewne; a więc i przyjemność pewnych opowiadań historycznych nie dowodzi wcale ich wartości; dla zdania zaś sprawy o wartości naby­tych wiadomości, należy zapytać siebie, do czego wiadomości te przydać się mogą? Jeżeliby kto nam doniósł, że kotka sąsiada wczoraj się okociła, po­wiedzielibyśmy mu, że wiadomość ta wcale nas nie obchodzi. Chociaż jest to fakt, pojmujemy je­dnak: że żadnej użyteczności nie przedstawia, że w niczym na postępowanie nasze wpłynąć nie zdoła, ani pomoże nam do osiągnięcia życia doskonałego. Otóż, zastanówmy się w ten sposób nad wielką masą faktów, którym miano historycznych nadają, a dojdziemy do takiego samego wniosku. Są to fakty, z których stanowczo wniosków wy prowadzić nie można, fakty, które nie mogą wpłynąć na uregulowanie zasad naszego postępowania. Dobrze jest o tych faktach dowiedzieć się dla przyjemności, lecz nie należy się łudzić, jakoby stano­wiły one źródło wykształcenia.

W książkach tak zwanych «historycznych» nie znajdujemy prawie zupełnie tego, co rzeczywistą treść historii powinno stanowić. Od kilku dopiero lat historycy zaczęli, do pewnego stopnia przynajmniej, zwracać się do takiego rodzaju nauczania, który rzeczywiście może być pożytecznym. Jak w dawnych czasach królowie byli wszystkim, a lud niczym; tak samo w dawnych pracach historycznych czyny królów stanowiły główną treść opowiadania, życie zaś narodu tylko rzecz dodatkową, jakby tło do obrazu. Tylko w czasach najnowszych, kiedy panującą się stała idea: szczęście narodów, nie zaś królów, historycy zajęli się badaniem zja­wisk postępu społecznego. Z pomiędzy nauk, trak­tujących o społeczeństwie, najbardziej poznać mu­simy jego historią naturalną. Potrzebujemy poznać fakty, dające możność zrozumienia wzrostu i orga­nizowania się danego narodu. Do faktów więc tych zaliczmy przede wszystkim historią rządów; ale historią ta powinna obejmować jak najmniej plotek i bajeczek o osobach, w których ręku rządy się znajdowały, a natomiast jak największą liczbę szczegółów odnoszących się do jego rodzaju i składu, zasad, metod stron ujemnych lub dodatnich. Historia taka winna się zajmować Nie tylko rodzajem i zmianami w rządzie głównym, lecz nadto zwra­cać uwagę i na najdrobniejsze jego rozgałęzienia i podziały. Obok tego należy również dokładnie poznać rządy kościoła, ich skład, postępowanie, sto­pień władzy, stosunek do państwa, wreszcie samą stronę obrządkową kościoła, jego Credo i zasady religijne; te ostatnie potrzeba poznać Nie tylko z ich strony zewnętrznej, lecz owszem starać się zbadać, jakie były w danej epoce wierzenia i idee religijne, i jaki wpływ one na postępowanie ludzi wywie­rały.

Równie wiedzieć należy, jaki wpływ jedne strony społeczne na inne w rozmaitych epokach wywie­rały, o czym świadczą towarzyskie formy obcowa­nia, etykieta światowa, tytuły, powitania, wyraże­nia w listach i w mowie używane. Zbadajmy wre­szcie obyczaje, malujące życie narodu wewnątrz i zewnątrz, a więc i te, które się przestrzegają w stosunku pomiędzy mężczyzną i kobietą i po­między rodzicami i dziećmi. Rozmaite przesądy, począwszy od podań najbardziej rozpowszechnionych i znanych aż do zabobonów osób pojedynczych, zasługują również na uwagę, Następnie na leży poznać w głównych zarysach przynajmniej system przemysłowy narodu, przez co się dowiemy, w jakim stopniu rozpowszechnioną tu była zasada podziału pracy, a jaki był stosunek pomiędzy robotnikami a chlebodawcami: czy robotnicy tworzyli tu kasty, stowarzyszenia, czy też pozostawali odosobnieni; w jaki sposób wyroby i produkty zbywano; jakie istniały środki komunikacji i jaki był system pieniężny. Obok tego trzeba jeszcze zba­dać stan ówczesnego przemysłu ze stanowiska technicznego, poznać, jakich sposobów używano przy wyrabianiu i jaka była wartość samych wyrobów. Następnie trzeba odmalować stan duchownego rozwoju narodu w rozmaitych epokach, a to nie tylko ze względu na rodzaj i zakres wychowania, lecz także i ze względu na postępy, przez naród ten na polu umiejętności i ścisłego myślenia poczy­nione.

Nie może też być pominiętym wykształcenie estetyczne narodu, o ile się ono wyraziło w budownictwie, malarstwie, rzeźbie, muzyce, ubiorze, poezyi i podaniach, ani też jego życie codzienne, okre­ślające nam rodzaj zamieszkania, pożywienia i za­baw narodowych. Nareszcie, jakby dla połączenia wszystkich tych faktów w jedno, należy przedsta­wić rys moralności teoretycznej i praktycznej wszyst­kich stanów społecznych, o ile się ona odbija w pra­wodawstwie, zwyczajach, przysłowiach i postępowa­niu narodu. Powyższe fakty potrzeba przedstawić w krótkości i o ile możności ściśle; nie tak jednak, aby krótkość ta przeszkadzała jasnemu i dokła­dnemu ich zrozumieniu; muszą one stanowić jedną całość, dającą się na części składowe podzielić, a to dlatego, aby uczeń mógł natychmiast har­monią, jaka między nimi istnieje, zrozumieć, aby się nauczył poznawać związek i współistnienie roz­maitych zjawisk. Obraz wieków, po sobie idących, musi być tak przedstawiony, aby widoczną była stopniowa zmiana wierzeń urządzeń i obyczajów narodu, i ciągłe harmonijne przeobrażanie się bu­dowy społecznej.

Oto są wiadomości dziejowe, które każdemu z nas jako obywatelowi przydać się mogą. Tak więc wartość praktyczną może mieć takie tylko opracowanie historii, które moglibyśmy nazwać „Opisową nauką społeczeństwa”, a największą za sługą historyka jest opowiedzenie życia narodów w ten sposób, iżby ono dostarczyło materiału do porównawczej nauki społeczeństw, i abyśmy na­stępnie na podstawie tych materiałów, prawa za­sadnicze, rządzące zjawiskami społecznemi, określić mogli.

A teraz przypuśćmy nawet, że posiadamy do stateczną ilość wiadomości historycznych, rzeczy­wista wartość mających, zawsze jednak wiadomo­ści te nie na wiele nam się przydadzą, jeżeli ich klucza mieć nie będziemy. Klucz ten może nam dać tylko nauka. Nie znając ogólnych zasad biolo­gii i psychologii, niepodobna racjonalnie wytłumaczyć zjawisk społecznych; niepodobna zrozumieć najprostszych nawet faktów życia społecznego, jak n. p. stosunku między zapotrzebowaniem i zaofia­rowaniem, jeżeli się przedtem nie robiło prostych, chociażby empirycznych spostrzeżeń nad naturą człowieka. A jeżeli poznanie najbardziej elementarnych zasad socjologii jest niemożebnym bez zna­jomości praw myślenia człowieka, to tym bardziej jeszcze niemożebnym jest zrozumienie całej nauki o społeczeństwie dla tego, kto nie posiada dosko­nałej znajomości wszelkich fizycznych i duchowych własności człowieka. Z punktu widzenia abstrakcyjnego sam przez się staje się jasnym wniosek powyższy. Oto założenie: społeczeństwo składa się z jednostek; wszystko, co się dzieje w społeczeństwie, jest wynikiem połączonych czynności tych ostatnich; a więc tylko w czynnościach jednostki należy szukać objaśnienia zjawisk społecznych. Lecz czynności jednostek ulegają właściwym prawom, przeto chcąc pierwsze zbadać, należy koniecznie poznać ostatnie. Prawa zaś, jakim jednostki ule­gają, są właściwie wynikiem praw ogólnych życia cielesnego i umysłowego. Dlatego też biologia i psy­chologia są niezbędnie potrzebne do wytłumaczenia nauki o społeczeństwie. Aby wniosek ten jeszcze prostszym uczynić, powiedzmy: że wszystkie zja­wiska społeczne są zjawiskami życiowemi; najbar­dziej złożone z pomiędzy tych zjawisk muszą ule­gać prawom życia, i przez tych tylko mogą być zrozumiane, komu prawa te nie są obce. Tak więc, cały czwarty dział czynności ludzkich wesprzeć się musi na umiejętności.

Z pomiędzy nauk wykładanych niewiele jest takich, które następnie przydaćby się nam mogły do spełnienia obowiązków obywatela. Historia, którą się dzieciom wykłada, zwykle w małej tylko części może być użyteczną; lecz skutkiem wadliwo­ści wychowania nie umiemy nawet tej niewielkiej jej cząstki należycie zastosować. Nie posiadamy już Nie tylko materiału, lecz nawet samego pojęcia o socjologii opisowej, tak samo, jak nie posiadamy zasad ogólnych nauk organicznych, bez których sama socjologia opisowa nie może przynieść po­żytku.

Pozostaje nam rozebrać ostatni dział czynności ludzkich, obejmujący rozrywki i zabawy, przezna­czone do zapełnienia chwil, wolnych od pracy. Po zbadaniu, jakie wychowanie najlepiej rozwija w nas czynności samozachowawcze i uczy spełniać obo­wiązki rodzicielskie, społeczne i polityczne, zasta­nówmy się obecnie nad tyym, jakie wychowanie naj­lepiej nas uzdolnić może do życia estetycznego, a mianowicie do odczuwania piękna w przyrodzie, dziełach sztuki i piśmiennictwie. Ponieważ piąty ten dział pomieściliśmy w końcu, t.j. po przedmiotach, bardziej bezpośrednio postępu ludzkości dotyczących i ponieważ staraliśmy się wynaleźć kryteryum wartości praktycznej dla wszystkich tyci przedmiotów, przeto mógłby kto zrobić nam za rzut, iż czynności te uważamy za mniej ważne, z je bardzo mało cenimy. Tak jednak nie jest. Nie mniej od innych cenimy wykształcenie estetyczne oraz wypływające stąd dla człowieka rozkosze. Bej malarstwa, rzeźby, muzyki, poezji i wzruszeń wywołanych pięknością przyrody, życie straciłoby połowę swego uroku. Nie tylko dalecy jesteśmy ą tego, aby odmawiać znaczenia estetycznym popędom człowieka, lecz owszem mamy przekonanie, że w przyszłości sztuki piękne daleko więcej, niż obecnie, miejsca w jego życiu zajmować będą. Gdy siły przyrody oddane zostaną zupełnie na usługi człowiekowi; gdy środki przerabiania płodów surowych zostaną udoskonalone, a praca będzie do minimum ograniczona gdy wychowanie stanie się tak doskonałym, iż potrafi człowieka do czynności najbardziej potrzebnych w krótkim stosunkowo przeciągu czasu uzdolnią gdy skutkiem tego wszystkiego człowiek będzie miał więcej wolnego czasu: wówczas słusznie bardzo piękno sztuki i przyrody obszerniej uprawiany będzie.

Ale co innego jest uważać wykształcenie estetyczne jako środek w wysokim stopniu sprzyjającym uszczęśliwieniu człowieka, a co innego mieć je za główny i konieczny cel szczęścia ludzkiego. Jakkol­wiek wielkim może być jego znaczenie, zawsze jednak pierwszeństwo przyznać musimy takiemu wykształceniu, które się bezpośrednio do codzien­nych potrzeb i obowiązków życia naszego odnosi.

Jakeśmy to już powiedzieli, piśmiennictwo i sztuki piękne mogą powstać tylko wtedy, kiedy już istnieją takie rodzaje czynności ludzkich, które koniecznie dla życia społecznego są potrzebne: a wia­domo przecież, że rzecz, która stała się możliwą, musi następować po tej, która ją możliwą uczyniła. Ogrodnik hoduje roślinę dla kwiatu, a jednak pie­lęgnuje liście i korzenie, bo bez nich sam kwiat wytworzyć by się nie mógł. Lubo chodzi mu głó­wnie o kwiat, ogrodnik jednak wie dobrze, że li­ście i korzenie większą daleko wartość mają, bo od nich cały rozwój kwiatu zależy. Dokłada wszel­kich starań, aby roślinę przy życiu i zdrowiu utrzy­mać, a to dlatego, że niepodobna bez należnego pielęgnowania rośliny otrzymać kwiat pożądany. Toż samo ma miejsce w wypadku, który nas obe­cnie zajmuje. Budownictwo, rzeźba, malarstwo, mu­zyka, poezja – zaprawdę są kwiatami życia cy­wilizowanego. Lecz przyznając sztukom pięknym tak wysokie stanowisko, przypuściwszy nawet, że życie cywilizowanego społeczeństwa, które te sztuki piękne wytwarza, im w zupełności ulegać powinno (na co się naturalnie trudno zgodzić), zawsze je­dnak pierwszeństwo oddać musimy wychowaniu bardziej praktycznemu, wychowaniu, które nas le­piej do życia i znoszenia jego przeciwieństw uzdolnią.

Tutaj staje się widocznym błąd naszego systemu wychowania. Zaniedbujemy roślinę dla kwiatu, za­pominamy o tern, co życie daje, i zajmujemy się tern tylko, co mu piękna i ozdoby udziela. Nie rozwijamy w dzieciach zdolności samozachowawczych, pobieżnie tylko obznajamiamy je ze środkami za pracowania na życie (skutkiem czego muszą się ich uczyć już po skończeniu wychowania, czerpiąc je tu i owdzie); nie dajemy im najmniejszego po jęcia o obowiązkach rodzicielskich; dla uzdolnienia wreszcie do należytego spełniania obowiązków oby­watela, obarczamy ich pamięć wiadomościami, pra­wie żadnej wartości niemającymi, lub takimi, do których klucza nie posiadamy; ale z drugiej strony dokładamy wszelkich starań, aby nauczyć je rzeczy, które życiu wytworności, poloru i blasku dodają.

Chociaż niezaprzeczenie znajomość języków no­wożytnych bardzo jest potrzebną, bo ułatwia czy­tanie dzieł w oryginale i porozumienie się z cu­dzoziemcami, nie wynika stąd jednak, aby należało jej poświęcać wiadomości, bezpośrednią dla życia wartość mających. Przypuśćmy, że prawdą jest, jakoby wychowanie klasyczne wpływało na wyro­bienie stylu wytwornego; nie idzie jednak zatem, abyśmy poprawność i wykwintność stylu wyżej stawili niż znajomość zasad wychowania dzieci.

Przypuśćmy, że czytanie poetów starożytnych, któ­rzy używali języków obecnie już martwych, posłu­żyć może do wykształcenia gustu: czy stąd jednak wynika, aby wydoskonalenie gustu równe miało znaczenie, jak znajomość zasad higieny. Talenty, sztuki piękne, piśmiennictwo nadobne, jednym sło­wem to wszystko, co stanowi, że tak powiemy, kwiat cywilizacji, bezwarunkowo musi ustąpić pierw­szeństwa porządkowi, na którym się cywilizacja opiera. Ponieważ sztuki piękne wypełniają wolne chwile życia, należy im przeto poświęcać chwile, zbywające od pracy i prawdziwego wychowania.

Wykazaliśmy więc stanowisko i znaczenie este­tyki, i powiedzieliśmy, że jeżeli ma ona od początku samego stanowić część wychowania, część zawsze tylko jako dodatkową uważać należy.

Spójrzmy teraz, jakie wiadomości najbardziej są dla wychowania estetycznego potrzebne i jakie w najściślejszym związku z tą dziedziną czynności ludzkich zostają.

Niezaprzeczoną jest prawdą, że sztuki piękne koniecznie na nauce opierać się muszą, że bez nauki ani arcydzieł, ani należytej tych arcydzieł oceny być nie może. Być może, że niektórzy zna­komici artyści nie posiadają nauki w tern znacze­niu, jakie jej zwykliśmy nadawać; lecz za to mają w wysokim stopniu rozwiniętą zdolność spostrze­gawczą, która im ułatwia nabycie zasad ogólnych, stanowiących podstawę wszelkiej umiejętności; jeżeli zaś artyści tacy nie dochodzą do doskonałości, to niezawodnie z tego powodu, że zbyt mały za­sób tych zasad ogólnych posiadają, i że je nie dość dobrze rozumieją. Chcąc się a priori przekonać, jak dalece umiejętność jest dla sztuk pięknych po­trzebną, dość jest przypomnieć, że dzieła sztuki, w mniejszym lub większym stopniu, są wyobraże­niem zjawisk przedmiotowych i podmiotowych, że dla doskonałości swej koniecznie muszą się z pra­wami tych zjawisk zgadzać, co znów niemożebnym jest bez bliskiej znajomości tych praw ze strony artysty. Wkrótce się przekonamy, że twierdzenie to a priori doświadczenie w zupełności stwierdza.

Młodzi ludzie poświęcający się rzeźbiarstwu, studiują kości i mięśnie ciała ludzkiego, aby poznać ich położenie, ruchy i połączenia. Są to wiadomo­ści czysto naukowe, a jednak uznano za właściwe, udzielać je rzeźbiarzom, aby ustrzec ich od błę­dów, jakie popełniają ci z pomiędzy nich, którzy budowy ciała nie znają. Również konieczną jest dla nich znajomość zasad mechaniki; a ponieważ na ogół, rzeźbiarze wcale nauki tej nie posiadają, nieraz z tego powodu wielkie błędy popełniają. Weźmy przykład: dlatego aby posąg mógł się na nogach utrzymać, potrzeba linię pionową, przecho­dzącą przez środek ciężkości, tak przeprowadzić, aby padała ona na podstawę figury: dlatego też, jeżeli człowiek znajduje się w podstawie zwykłej, spokojnej, kiedy  jedna noga bywa wyprężoną, a druga zgiętą, linia powyższa musi przechodzić przez środek stopy nogi wyprężonej; rzeźbiarze je­dnak nieobeznani z teoryą równowagi, często po­stawę tę wyobrażają w ten sposób, że powyższa linia przypada w środku pomiędzy stopami. Do te­goż rodzaju błędów prowadzi nieznajomość praw chodzenia: słynny na przykład i tak wychwalany Discobol tak jest postawiony, iż niezawodnie upaść musi w chwili wyrzucenia kółka.

W malarstwie jaśniej jeszcze występuje potrzeba posiadania wiadomości naukowych. Malarstwo chiń­skie jest tak śmiesznem z tego powodu, że Chiń­czycy nie umieją natury naśladować, że ich pers­pektywa liniowa jest zupełnie błędną a perspektywa powietrzna żadną. Rysunek przez dziecko wykonany jest tak dziwnym i niepodobnym do prawdy z tego powodu, iż dziecko nie zna zasady, że sama postać przedmiotu zmienia się odpowiednio do warunków, w jakich się oczom naszym przedstawia. Spójrzmy tylko na książki, podług których wykłada się nauka malarstwa: przypomnijmy sobie krytykę Ruskin’a i dzieła Pre Raphaelitów, a zobaczymy, że postęp w malarstwie zależy od coraz to większej znajo­mości zjawisk przyrody. Najpilniejsze nawet spo­strzeżenia, niepoparte jednak przez naukę, nie zdo­łają malarza od błędów rysunkowych uchronić. Każdy malarz przyzna, że gdyby nie wiedział z góry, jakim zmianom przy danych warunkach postać przedmiotów ulega, często by wcale zmiany tej nie dostrzegł; wiedzieć zaś, przy jakich warunkach zmiany takie w postaci przedmiotów następują, znaczy tyle prawie, co naukę tych zmian posiadać.

Z przyczyny nieposiadania potrzebnych dla ar­tysty wiadomości, M. J. Lewis, malarz zresztą bar­dzo gorliwy, cień od okratowanego okna na prze­ciwległej ścianie maluje liniami zbyt wyraźnymi, czego by zapewne nie zrobił, gdyby lepiej znał za­sady zjawiska półcienia. Również z powodu braku odpowiedniego naukowego wykształcenia, Rosetti, który zauważył szczególną grę kolorów na powierz­chniach kosmatych przy pewnego rodzaju oświe­tleniu (grę, będącą wynikiem łamania się promieni słonecznych przy przejściu przez pojedyncze wło­ski), popełnia błąd, przedstawiając tę grę barw na takich powierzchniach i przy takim oświetleniu, gdzie ona w żaden sposób miejsca mieć nie może.

Większe jeszcze wywołamy zdziwienie, twier­dząc, że i muzyka potrzebuje pomocy ze strony nauki. A jednak, można dowieść, że muzyka jest tylko zidealizowanym wyrazem uczuć i wrażeń, i że zatem jest dobrą lub złą, stosownie do tego, czy odpowiada prawom naturalnego tych uczuć i wrażeń wyrazu. Rozmaite brzmienia głosu ludzkiego, wyrażające rozmaite uczucia i stopień ich siły, są jakby zarodkami, z których rozwinęła się muzyka. Można wykazać, że brzmienia te i prze­miany głosu nie są przypadkowe i dowolne, lecz że stosują się one do praw ogólnych rządzących wszystkimi czynnościami życia ludzkiego, i że od tego właśnie ich wyrazistość zależy. Stąd wynika, że motywa muzykalne i powstałe z nich melodye o tyle tylko mogą wywołać wrażenie, o ile tym ogólnym prawom odpowiadają. Trudno dawać tu­taj przykłady na poparcie naszego twierdzenia, lecz być może wystarczy wspomnieć o zalewającym sa­lony potoku ballad bezbarwnych, jako o próbce utworów, które wymaganiom nauki nie odpowia­dają. Utwory te nie odpowiadają jej wymaganiom, ponieważ usiłują w formę muzyki przyoblec idee, niezdolne dość silnych wzruszeń wywołać i ponie­waż ich motywa nie mają naturalnego związku z uczuciami, jakie wyrazić usiłują. Są złe dlatego, bo nieprawdziwe; to zaś, co nie jest prawdziwym, nie może być z nauką zgodnym.

To samo da się i o poezji powiedzieć. I ona też polega na naturalnym wyrażeniu naszych głęb­szych uczuć. Jej rytm, śmiałe i liczne przenośnie, hiperboliczne zwroty i przeciwstawienia stanowią tylko wzmocniony charakter zwykłych form mowy namiętnej. A więc aby być dobrą, poezja powinna mieć wzgląd na prawa czynności nerwów, którym posłuszną jest ta mowa wzruszeń. Nadając mowie takiej więcej wyrazistości i mocy, poezja jednak musi zawsze być bardzo oględną. Nie powinna bez miary szafować środkami, jakimi rozrządza, lecz owszem/oględnie się nimi posługiwać w tych wy­padkach, gdy myśl najmniej do uczucia przemawia; następnie, w miarę wzrastania uczuć może z więk­szą swobodą tych środków używać, wreszcie roz­winąć je w zupełności, gdy uczucie występuje w ca­łej potędze. Jeżeli poezja do praw tych stosować się nie chce, staje się nadętą i zmienia się w sztukę klecenia rymów. W poezji dydaktycznej lekcewa­żenie praw tych łatwo się dostrzec daje; wielką zaś liczbę utworów nieudolnych zawdzięczać należy właśnie zupełnemu niestosowaniu się do powyższych wymagań.

Każdy artysta, aby prawdziwe arcydzieło stwo­rzyć, powinien Nie tylko znać prawa zjawisk, jakie oddać zamierza, lecz nadto pojmować, w jaki spo­sób praca jego na umysł widza lub słuchacza od­działa; a to stanowi kwestię ściśle psychologiczną. Wrażenie, wywołane dziełem sztuki, zależy oczywi­ście od własności umysłowych osoby, której dzieło to okazanym zostało; ponieważ zaś wszystkie umy­sły pewne cechy wspólne posiadają, przeto muszą też istnieć odpowiednie im zasady ogólne, do któ­rych wszelkie dzieła sztuki powinny się stosować. Pytanie, czy jaki utwór jest dobrym, jest jedno­cześnie pytaniem, czy oddziała on na myśl i uczu­cia widzów. Wtedy dramat jest dobrze napisany, gdy zdoła przykuć uwagę słuchacza, nie szafując jednak zbytecznie uczuciem. Niemniej przy układa­niu głównych części poematu lub łączeniu wyrazów w jeden okres, potrzeba zawsze umiejętnie uwzględniać władze umysłowe i uczuciowość czytel­nika. Artyści, kształcąc się w swym zawodzie, a na­stępnie w ciągu życia całego, nabywają pewną ilość prawideł, koniecznie im do wykonywania arcydzieł potrzebnych. Otóż źródłem tych prawideł jest za­wsze psychologia. Tacy więc tylko artyści, którzy zasady psychologii znają i pojmują, mogą tworzyć arcydzieła, zupełnie z zasadami tymi zgodne.

Nie chcemy przez to wcale utrzymywać, aby nauka mogła stworzyć mistrzów. Mówiąc, że arty­sta musi znać niezmiernie ważne prawa zjawisk podmiotowych i przedmiotowych, nie twierdzimy jednak, aby znajomość tych praw mogła zastąpić talent wrodzony. Trzeba się urodzić artystą lub poetą, a nie można się stać nimi za pomocą wy­chowania. Chcemy tylko dowieść, że talent wro­dzony nie uwalnia artysty od potrzeby posiłkowa­nia się nauką. Natchnienie wiele może, nie jest ono jednakże wszystkim. Tylko talent w połączeniu z nauką doprowadzić może do wyżyn doskonałości. Jakeśmy już mówili, nauka potrzebną jest nie tylko dla tworzenia arcydzieł, lecz zarówno dla ich oceny; Nie tylko dla artysty, lecz i dla znawcy. Dlaczego człowiek dorosły lepiej od dziecka potrafi piękno obrazu ocenić? Czyż nie dlatego, że lepiej zna przy­rodę i rozumie, w jakim stopniu obraz ją naśla­duje. Dlaczego człowiek wykształcony większą od wieśniaka znajduje przyjemność w czytaniu pięk­nego poematu? Czyż nie dlatego, że obszerniejsza znajomość ludzi i rzeczy daje mu możność widze­nia i pojmowania w poezyi tego, czego wieśniak nie rozumie, a nawet nie dostrzega.

Tak więc tylko znajomość przedstawionych przedmiotów może wywołać ich ocenę, a ta ocena wtedy tylko będzie dokładną, jeżeli przedmioty przedstawione były nam dostatecznie znane. Fak­tem jest, że wszelka prawda nowa, wyobrażona w dziele sztuki, sprawia nowy rodzaj zadowolenia w umyśle widza lub słuchacza; zadowolenia zaś tego nie mogą doznać ci, którzy tej prawdy nie znają. Im więcej prawd artysta w dziele swym przedstawia, tym więcej zdolności pobudza, tern więcej wywołuje myśli i uczuć i tym większe spra­wia zadowolenie. Lecz aby zadowolenia tego do­świadczyć, widz, słuchacz, czytelnik muszą znać prawdy, przez artystę przedstawione; czyli muszą posiadać wiedzę.

Następnie nie zapomnijmy jeszcze o tym dru­gim wielkiego znaczenia fakcie, że nie tylko rzeźba, malarstwo, muzyka i poezja mają za podstawę wiedzę, lecz źe wiedza sama jest poetyczną. Myl-nem jest zdanie, jakoby nauka i poezja były so­bie wrogie. Zapewne, władze poznawania i uczucia, jako stany świadomości, wzajemnie się wykluczają: silnie pobudzona czynność władz myślenia usiłuje przytłumić uczucia, a z drugiej strony gwałtowne naprężenie uczuć dąży do przewagi nad władzami myślenia. Z tego punktu widzenia można by utrzy­mywać, że te dwa rodzaje czynności umysłowych w sprzeczności ze sobą zostają. Jednakże prawdą nie jest, ażeby fakty naukowe same przez się po­zbawione były poezji i aby praca naukowa przy­tępiała wyobraźnię i robiła nas niezdolnymi do uczuwania piękna. Przeciwnie, nauka odkrywa uczo­nemu skarbiec poezji tam, gdzie nieuk jej dojrzeć nie zdoła. Ludzie, zajęci poszukiwaniami naukowymi, co chwila nas przekonywają, że lepiej je­szcze od innych umieją odczuć poetyczną stronę przedmiotu, któremu się poświęcają. Otwórzmy tylko prace geologiczne Hugh’a, Miller’a, lub odczy­tajmy Poszukiwania nad brzegiem morza, M. Lewes’a, a zobaczymy, że nauka nie tylko nie tłumi, lecz owszem podnieca uczucie poezji. Ci, którym znane jest życie Goethe’go, wiedzą, że można być zarazem uczonym i genialnym poetą Czyż nie jest niedorzecznością sądzić, że im mniej badamy i znamy przyrodę, tym więcej ją czcić potrafimy? Czyż może być, aby kropla wody, która dla zwykłego oka jest tylko kroplą wody i niczym więcej, traciła cośkol­wiek w oczach fizyka, ponieważ znane mu są jej własności i ponieważ wie, że gdyby siła utrzymu­jąca jej elementy w spójności, nagle wyzwoloną została, otrzymalibyśmy błyskawicę? Czyż sądzicie, że to, co dla niewtajemniczonego widza jest tylko płatkiem śniegu, nie posiada więcej powabu i uroku dla tego, kto przez mikroskop przyjrzał się tak cu­dnym i tak rozmaitym kształtom kryształów śnie­żnych? Czyż sądzicie, że skała przytarta u szczytu i porysowana równoległymi skazami, wywoła tyle poezji w umyśle nieuka, jak w umyśle geologa, który wie, że przed milionem lat bryły lodu prze suwały się po jej powierzchni?

Niezaprzeczoną jest prawdą, że ci, co nie ba­dali tajników nauki, nie mogą dojrzeć wielkiej, ota­czającej ich poezji przyrody. Kto w latach młodo­cianych nie zbierał owadów lub roślin, nie wie, jak wielkie znaczenie dla zbieracza takiego, każdy żywopłot lub łąka posiadają. Kto nigdy nie poszu­kiwał wykopalisk, ten nie wie, jak poetyczne myśli nasuwają miejsca, w których się ukryte skarby znajdują. Kto podczas wycieczek nadmorskich nie nosił ze sobą mikroskopu lub akwarium, ten roz­koszy takich wycieczek nie pojmuje. Smutną jest naprawdę rzeczą, że ludzie tak wiele zajmują się rzeczami, żadnej wartości niemającymi, a są zu­pełnie obojętni na widok najwspanialszych zjawisk w przyrodzie: że tak mało starają się poznać bu­dowę wszechświata, a tak bardzo pracują nad wy­świetleniem szczegółów intryg miłosnych królowej szkockiej Maryi! Poświęcając tyle czasu ocenie n. p. jakiejś ody greckiej, nie chcą poznać tego wielkiego poematu, który Bóg w przyrodzie nakreślił!

Tak więc, w ostatnim dziale czynności ludzkich, zarówno jak w innych, wykształcenie naukowe stanowi konieczne przygotowanie. Widzimy, że este­tyka koniecznie posłuszną być musi prawom nauki, i że nie możemy bezwzględnego piękna ocenić, praw tych nie znając. Widzimy, że dla należytej oceny dzieł sztuki potrzebną jest znajomość wła­sności przedmiotów, jakie artysta przedstawić za­mierzył; czyli inaczej potrzebną jest pomoc nauki. Widzimy wreszcie, że nauka nie tylko jest podstawą sztuk pięknych i poezji, lecz że sama pierwiastek poetyczny posiada.

Celem naszego dotychczasowego badania było oznaczenie wartości tej lub owej wiedzy ze względu na kierunek wychowawczy. Obecnie musimy ozna­czyć wartość tych rozmaitych rodzajów wiedzy jako środków ćwiczenia władz umysłowych. Mało stosunkowo mamy czasu do zastanowienia się nad tą częścią naszego przedmiotu, szczęściem jednak, nie wymaga ona zbyt długich objaśnień. Rzeczy­wiście to, co jest dobrem dla pierwszego celu (wy­chowania), tym samem już najlepiej przydać się może do osiągnięcia drugiego (ćwiczenia). Możemy być pewni, że nabywanie faktów, które najbardziej przy kierowaniu wychowaniem przydać się nam mogą, jest zarazem najodpowiedniejszym ćwicze­niem władz umysłu.

Sprzeciwiałoby się to istniejącej w przyrodzie harmonii, gdyby były dwa różne rodzaje nauczania: jeden przeznaczony do rzeczywistego kształcenia umysłu, drugi zaś mający na celu tylko jego ćwi­czenie czyli gimnastykę. Widzimy, że w całym stwo­rzeniu zdolności rozwijają się przez same wykony­wanie czynności, do jakich zostały przeznaczone, nie zaś za pomocą ćwiczeń sztucznych, obmyślonych w celu przysposobienia ich do tych czynności. Szyb­kość biegu i zwinność, które go czynią dobrym myśliwym, czerwonoskóry Indianin nabywa przez ściganie zwierząt; oddawanie się zaś rozmaitego rodzaju czynnościom życia, nadaje mu lepszą ró­wnowagę sił cielesnych, niż jakby tego mogła dokazać gimnastyka sztuczna. Zręczność, z jaką potrafi zdobycz swoją lub wroga wytropić, dowodzi tak wysokiego wykształcenia zdolności spostrzegaw­czej, do jakiego nigdy by przez sztuczne wychowanie dojść nie mógł.

Toż samo zdarza się i we wszystkich innych okolicznościach. Dziki mieszkaniec lasów, którego i oko nieledwie z dokładnością teleskopu, zdała roz­poznaje przedmioty, które ścigać lub od których uchodzić wypada; rachmistrz, który dzięki ciągłej wprawie potrafi naraz kilka wielkich szeregów liczb dodać: takie wykształcenie swych zdolności specjalnych zawdzięczają ciągłemu wykonywaniu odpowie­dnich zajęć i obowiązków. A priori możemy być pewni, że zasada ta bez wyjątku stosuje się do całego wychowania. Wychowanie największą war­tość ze względu na kierunek mające, największą też zarazem ma wartość jako ćwiczenie umysłu. Oto przykład:

Na usprawiedliwienie zalecanej powszechnie nauki języków twierdzą, że jest ona znakomitym środkiem wykształcenia pamięci. Sądzą, że przy­czynią się do ,tego głównie uczenie się słówek. Tymczasem dowiedzioną jest rzeczą, że inne nauki daleko lepiej ćwiczą i zaprawiają pamięć. Niełatwą np. jest rzeczą spamiętać wszystko, co się do na­szego systemu słonecznego odnosi. Trudniej jeszcze utrzymać w pamięci to wszystko, co wiemy o dro­dze mlecznej. Liczba ciał złożonych, która dzięki odkryciom chemii, co dzień się powiększa, tak jest wielką, że z wyjątkiem profesorów, mało kto po­trafi je wyliczyć; pamiętać zaś skład i powinowa­ctwo chemiczne tych wszystkich ciał złożonych ten tylko może, kto się przez całe życie nauce chemii .poświęca. Geolog lata całe może ćwiczyć swą pa­mięć, badając niezliczone zjawiska skorupy ziem­skiej.  Każdy z głównych działów fizyki, nauka o dźwięku, cieple i świetle, elektryczności – za­wiera ilość faktów, zdolną odstraszyć tego, kto by je wszystkie chciał poznać. W naukach organicznych, pamięć nasza jeszcze więcej musi się wysilać.

Już sama anatomia ciała ludzkiego posiada tak wielką liczbę szczegółów, że uczeń musi pięć lub sześć razy się uczyć, chcąc je na czas dłuższy w pa­mięci zachować. Liczba gatunków roślin, jakie przy­rodnicy odróżniają, wynosi blisko 320.000, państwo zwierzęce zaś liczy blisko dwa miliony gatunków istot żyjących. Uczeni mają przed sobą tak wielkie nagromadzenie faktów, że nie mogą ich poznać inaczej, jak dzieląc naukę na działy i poddziały czyli inaczej specjalizując wiedzę. Lecz nie wystar­cza uczonemu znajomość faktów zawartych w dziale, któremu się specjalnie poświęca; musi znać je­szcze główniejsze chociażby fakty z innych, pokre­wnych działów, i posiadać elementarne przynaj­mniej wiadomości z ogółu wiedzy. Tak więc, wie­dza powierzchownie nawet uprawiana, stanowi do­stateczny materiał dla ćwiczeń pamięciowych, pod względem zaś wartości, ćwiczenia te nie ustępują nauce języków.

Zwróćmy teraz na to uwagę, że nauka nie tylko jest równie dobrym, a może lepszym nawet od języków środkiem kształcenia pamięci, lecz nadto niezaprzeczoną posiada nad nimi wyższość, ze względu na rodzaj pamięci, jaki rozwija i kształci.

W nauce języków szeregi pojęć, które staramy się spamiętać, odpowiadają faktom przeważnie przy­padkowym; przeciwnie zaś, w każdej umiejętności (np. geologii, chemii, fizyce, astronomii) szeregi po­jęć, jakie umysł stara się pochwycić, odpowiadają faktom koniecznym. Prawda, że stosunek wyrazów do ich znaczenia jest dość naturalny; że przy usil­nych poszukiwaniach, możemy po części zbadać genezę tego stosunku, chociaż nigdy prawie do sa­mego jej źródła dojść nie zdołamy, i że prawa tej genezy stanowią umiejętność, która się zowie filo­logią. Lecz ponieważ przy zwykłym wykładzie ję­zyków, ten stosunek pomiędzy wyrazami a ich zna­czeniem bywa zupełnie pomijany, przyznać przeto musimy, że uważamy go za coś przypadkowego.

Przeciwnie stosunki, na jakie zwracamy uwagę na­szą, ucząc się jakiejś umiejętności, są stosunkami przy czy nowości, i jeżeli wykład jest dobry, łatwo je jako takie zrozumiemy. Uczenie się języków obznajmia nasz umysł ze stosunkami, niedającymi się w sposób racjonalny wytłumaczyć; gdy prze­ciwnie uczenie się jakieś umiejętności obznajmia go ze stosunkami racjonalnymi, t. j. takimi, które należycie zrozumieć i ocenić możemy. Pierwsze ćwiczy tylko pamięć, drugie jednocześnie pamięć i umysł doskonali.

Umiejętności, jako środek ćwiczenia władz umy­słowych, tą jeszcze wyższość nad nauką języków posiadają, że wpływają na wykształcenie sądu o rze­czach. Jak słusznie powiedział profesor Faraday podczas mianej w instytucie królewskim konferencji o wychowaniu umysłowym, najbardziej po­wszechną wadą umysłu jest niedostateczny rozwój sądu o rzeczach. »Społeczeństwo nie tylko jest nie­świadome tego, co się tyczy wykształcenia sądu o rzeczach, lecz nie wie nawet o tym, że jest nie­świadome«. Przyczyną zaś takiego stanu rzeczy jest, zdaniem jego, brak wykształcenia naukowego. Zda­nie to musimy uznać za zupełnie słuszne. Ścisły prawidłowy sąd o rzeczach i wypadkach nie jest możebny, jeżeli nie znamy stosunku wzajemnej zależności otaczających nas zjawisk. Najrozleglejsza znajomość znaczenia wyrazów, nie daje możności prawidłowego wnioskowania o przyczynach i skut­kach. Tylko przywyknięcie do wyprowadzenia wnio­sków z pewnych danych i następnego sprawdzania tychże wniosków za pomocą spostrzeżeń i doświad­czeń, może nas do wydawania prawidłowego sądu o rzeczach uzdolnić. Niezmierna wyższość nauki na tym polega, że jej właśnie dziełem jest takie przywyknięcie.

Wyższość taką umiejętności Nie tylko odnośnie do ćwiczeń umysłowych, lecz także i do ćwiczeń moralnych posiadają. Nauka języków, bardziej od wszelkich innych, prowadzi do wiary w powagi. Wyraz taki oznacza to a to, powiada nauczyciel lub słownik; dla takich a takich wypadków istnieją takie prawidła, mówi gramatyka; uczeń zaś przyj­muje te twierdzenia bez wszelkiego zastanowienia, tak, jak gdyby były one wyższe od wszelkiej kry­tyki naukowej. Stanem normalnym umysłu, staje się dlań uległość nauczaniu dogmatycznemu; wy­nikiem zaś tego nawyknienia, jest dążność do przyjmowania bez krytyki i oceny wszystkiego, co mu jako prawdy uznane podają. Inaczej zupełnie od­działywają na umysł umiejętności, one bowiem cią­gle odwołują się do rozumu uczącego się, potrze­bują sprawdzania. Każdy może robić nad niemi spostrzeżenia i doświadczenia, a w wielu razach nawet uczeń sam musi z nich wnioski wyprowa­dzać. Opierać się tutaj zawsze może na własnym swym sądzie i takie tylko prawdy przyjmować, które mu należycie przedstawiono i wytłumaczono.

W ten sposób nabiera wiary we własne swe siły, a wiara ta powiększa się jeszcze, dzięki stałości, z jaką przyroda stwierdza wszelkie przez niego prawidłowo wyprowadzone wnioski.

Stądto wytwarza się owa niezależność umysłu, tak w charakterze ceniona. A nie jest to jedyna zaleta wychowania naukowego. Jeżeli, jak to zre­sztą zawsze być powinno, poszukiwania takie i ba­dania są o ile możności samodzielne, wówczas roz­wija się w człowieku wytrwałość i szczerość. Pro­fesor Tyndal mówiąc o badaniach indukcyjnych, powiada: »Należy przy pomocy wytrwałej pracy sumiennie i skromnie starać się poznać to wszystko, co przyroda przedstawia. Pierwszym warunkiem powodzenia jest niekłamana, szczera chęć poznania prawdy i wyrzeczenia się tych z góry powziętych pojęć, które z prawdą tą zostają w sprzeczności, a to w takim nawet wypadku, kiedy pojęcia te niezmiernie są dla nas drogie. Wierzcie mi, że często bardzo szlachetne zaparcie się siebie samego, o którym świat nie wie, powstaje w sercu praw­dziwego miłośnika nauki, oddającego się pracom naukowym w cichym zakątku swej pracowni«.

Wreszcie, musimy powiedzieć – co niezawo­dnie wielkie zdziwienie wywoła – że ćwiczenia naukowe lepiej od zwyczajnego wychowania wpły­wają na wykształcenie religijne człowieka. Natural­nie, wyrazów: naukowe i religijne nie używamy tu w tym ograniczonym znaczeniu, jakie im zwykle nadają, lecz przeciwnie, w ich znaczeniu najbardziej obszernym i podniosłem. Bez wątpienia nauka wali czy z tymi zabobonami, które ogół religią nazywaj lecz nie sprzeciwia się ona prawdziwej religii, której te wszystkie zabobony ubliżają. Prawdą jest także, iż pewna część współczesnej wiedzy nosi cechę ducha niewiary, lecz cechy tej nie znajdujemy w wiedzy prawdziwej, w wiedzy, która nie jest powierzchowną, lecz do głębi przedmiotu sięgaj »Prawdziwa wiedza i prawdziwa religia, powiada] profesor Huxley, kończąc swe odczyty, – są to dwie siostry bliźnie, których niepodobna rozdzielić] nie przyprawiając o śmierć obu. Nauka staje się potężną, gdy się z religią zgadza; religia kwitnie! wówczas, gdy się na głębokiej wiedzy opiera. Wielkie prace filozofów mniej ich wysokiemu umysłowi, niż podniosłemu religijnemu kierunkowi ich umysłu] zawdzięczać należy. Prawda powierzyła się raczej ich cierpliwości, miłości, skromności i zaparciu się samych siebie, niż genialności ich umysłu«.

Nie wiedza, jak się to wielu osobom wydaje, sprzeciwia się religii; lecz sprzeciwiają się jej właśnie ciemnota i brak prawdziwej wiedzy.

Weźmy zwykłe porównanie:

Wyobraźmy sobie autora, który codziennie li­czne pochwały odbiera. Przypuśćmy, że mądrości wielkość i piękno prac jego są przedmiotem tych] ciągle oddawanych mu pochwał. Przypuśćmy, że ci, co prace jego chwalą, znają je tylko z okładki, że nigdy ich nie czytali i nie starali się poznać i zrozumieć. Jakąż wartość mogą mieć dla autora takie pochwały? Co sobie myśli o ich szczerości? A jednak, jeżeli wolno małe rzeczy do wielkich porównywać, takim jest właśnie zachowanie się ludzkości względem wszechświata i jego przyczyny pierwotnej! Gorzej jeszcze! Nie tylko, że ludzie nie chcą poznać rzeczy, które sami tak niezmiernie chwalą, lecz nadto potępiają i ganią tych, którzy się poświęcają zbadaniu przyrody, oskarżają ich o marnowanie czasu i pogardzają tymi, którzy żywy udział w zgłębianiu cudów przyrody biorą. Powtarzamy więc raz jeszcze, że religii sprzeciwia się nie wiedza, lecz raczej nieuctwo. Poświęcenie się nauce jest rodzajem kultu religijnego; jest milczącym uznaniem wartości i znaczenia przyrody, a tern samem i jej przyczyny pierwotnej. Nie jest to hołd ustami tylko wypowiadany, lecz przeciwnie hołd, czynem poparty; nie jest to powierzchowne, lecz szczere oddawanie czci przynależnej, bo stwier­dzone poświęceniem naszego czasu, myśli i pracy.

Nie z tego jedynie powodu prawdziwą wiedzę nazwać możemy religijną. Jest ona religijną, o ile obudzą głęboką wiarę i szacunek względem pra­widłowości, jaką we wszystkich otaczających nas zjawiskach spostrzegamy. Dzięki ciągłym doświad­czeniom, uczony nabywa głębokiej wiary w nie­zmienność zjawisk przyrody, w konieczność związku przyczyny ze skutkiem, w konieczność dobrych i złych skutków. Zamiast wierzenia w nagrody i kary, o których mówią tradycyjne podania i które pospólstwo otrzymać, lub których uniknąć ma na­dzieję, pomimo swego nieposłuszeństwa, uczony -dochodzi do przekonania, że istnieją nagrody i kary, będące wynikiem ustalonego porządku rzeczy i że nie można uniknąć złych skutków nieposłuszeństwa. Widzi on, że prawa, którym ulegać musi, są za­równo nieubłagane jak dobroczynne; widzi, że sto­sując się do nich, zmierzamy zawsze do większej doskonałości i szczęśliwości. Wówczas, coraz bar­dziej usiłuje prawa te zbadać, oburza się na tych, którzy je pogwałcają: a w ten sposób uznając uro­czystą prawidłowość i potrzebę uległości, stwierdza swą wewnętrzną religijność.

Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której praw­dziwą wiedzę za religijną uważamy, a mianowicie: że ona tylko może dać nam właściwe pojęcie o tym, czym jesteśmy i jaki jest nasz stosunek do tajem­nic bytu. Nauka wskazując nam, co może być poznaniem, jednocześnie zakreśla granice, poza które wiedza nigdy już sięgnąć nie może. Nie przy po­mocy wywodów dogmatycznych tłumaczy nam ona niemożliwość poznania ostatecznej przyczyny wszech­rzeczy, lecz usiłuje nas o tym przekonać, dając do­tykalnie we wszystkich kierunkach poznać granice, których przekroczyć nie jesteśmy w stanie. Nauka najlepiej daje nam uczuć ograniczoność i słabość umysłu ludzkiego wobec tych rzeczy, które umysł ten przewyższają. Śmiała i dumna wobec przeko­nań i powag ludzkich, staje się pokorną wobec nieprzeniknionych zasłon, ukrywających przed nią prawdę bezwzględną. A jest to istotna duma i isto­tna pokora. Jedynie tylko prawdziwy uczony (a na­zywamy tak nie tego, kto zajmuje się wyliczaniem odległości, analizą ciał złożonych lub porządkowa­niem gatunków, lecz tego, kto obok prawd niż­szego rzędu, szuka prawd wyższych, a być może i prawdy najwyższej) wie o tym, o ile siła wszechświata której objawami są przyroda, życie i mysi, wyższą jest Nie tylko od wiedzy, ale i od pojęć ludzkich.

Zdaniem przeto naszym, dla kształcenia zdolno­ści człowieka zarówno jak dla kierowania jego czynnościami, koniecznie jest potrzebną nauka. Bądź co bądź, lepiej jest pojmować rzeczy niż wyrazy. W wychowaniu umysłowym, moralnym i religijnym, badanie otaczających nas zjawisk więcej ce­nić należy, niż naukę gramatyki i słówek.

Tak więc, na pytanie nasze, jaka wiedza naj­większą wartość posiada, odpowiadamy, że taką najbardziej pożyteczną wiedzą jest umiejętność czyli nauka. Twierdzenie to bezwzględne. Wiadomości z zakresu czynności samozachowawczych, dotyczące podtrzymania życia i zdrowia, koniecznie muszą być wiadomościami naukowymi, tak samo, jak naukowymi muszą też być wiadomości dotyczące na­szych czynności pośrednio samozachowawczych, nau­czające nas zarobkowania na życie. Obowiązków rodzicielskich nie możemy też należycie bez odpo­wiedniego przygotowania naukowego wypełniać. Nauka jest kluczem, koniecznie potrzebnym do poj­mowania przeszłego i teraźniejszego życia narodu, bez czego nie możemy należycie obowiązków oby­watelskich wypełniać. Dla możności tworzenia dzieł sztuki i odczuwania ich piękna, koniecznie potrzebnym jest przygotowanie naukowe. Wreszcie nauka przedstawia najlepszy materiał dla ćwiczeń umy­słowych, moralnych i religijnych.

Pytanie, które się z początku tak trudnym wy­dawało, obecnie stało się niezmiernie prostym. Nie potrzebujemy zastanawiać się nad wartością roz­maitych rodzajów czynności ludzkich, ponieważ wi­dzimy, że nauka, w najobszerniejszym słowa zna­czeniu, stanowi najlepsze przygotowanie do wszyst­kich tych rodzajów czynności. Mając przed sobą nauki, którym konwencjonalnie wielką wartość przypisują, i takie, które lubo mniejszym cieszą się uznaniem, posiadają jednak wartość wewnętrzną, nie powinniśmy ani chwili wahać się w wyborze, ponieważ wiemy, że nauki najbardziej pożyteczne, tym samem już największą wartość wewnętrzną posiadają. Wartość ta nie ulega wpływowi opinii, lecz jest tak stałą, jak stałym jest stosunek czło­wieka do świata otaczającego.

Konieczna i wieczna, jak prawdy, które wygła­sza, nauka obejmuje ludzkość całą i po wszystkie czasy. W najbardziej odległej przyszłości, zarówno jak teraz, człowiek, dlatego, aby należycie czynności swe regulować, będzie musiał poznać zjawiska życia fizycznego, umysłowego i społecznego, oraz wszelkie inne nauki, stanowiące klucz do poznania życia. A jednak, w wieku obecnym, który rości prawo do nazwy wieku cywilizowanego, ludzie naj­mniej na tę tak potrzebną wiedzę uwagi zwracają. Chociaż rozwój umysłowy, czyli tak zwaną cywilizację ludzkości zawdzięczać należy nauce, jednak wiadomości prawdziwe naukowe w wychowaniu naszym zaledwo bywają uwzględniane. Chociaż nauce zawdzięczamy, że obecnie miliony ludzi są w stanie żyć na przestrzeni, która dawniej dla kilku tysięcy zaledwo żywności dostarczyć mogła, jednakże pomiędzy tymi milionami mało się znaj­dzie ludzi, umiejących należycie zrozumieć i ocenić rzeczywistą przyczynę, która dała możność istnienia na ziemi. Coraz to większa znajomość własności i stosunków przedmiotów, nie tylko wykształciła ple­miona koczujące i uczyniła je potężnymi narodowościami, lecz nadto dała im możność korzystania z takich uciech i wygód życia, o jakich ich nadzy i ustronnie żyjący przodkowie nie mieli pojęcia i nie uwierzyliby nawet, gdyby im o nich opowia­dano. A jednak te tak pożyteczne nauki wykładają się w naszych wyższych zakładach naukowych nie­chętnie i jakby z łaski!

Wyzwolenie się nasze z pod wpływu najniedo­rzeczniejszych przesądów zawdzięczamy jedynie sto­pniowemu i powolnemu odkryciu współistnienia i stosunku wzajemnej zależności zjawisk przyrody; gdyby nie nauka, dotąd jeszcze czcilibyśmy fety­szów lub składali ofiary ze stu wołów dla zjedna­nia łaski bóstw piekielnych; a jednak nauka, która zamiast poniżających i niedorzecznych pojęć ma­luje wspaniały obraz stworzenia, bywa potępianą w pracach naszych teologów, a nieraz nawet wy­klinaną z wysokości kazalnic i katedr.

Parafrazując pewną bajkę wschodnią, powiedzmy, że w rodzinie przedmiotów, wchodzących w zakres naszego wychowania, prawdziwa nauka jest kop­ciuszkiem, ukrywającym w ciemności nieznane światu doskonałości. Kopciuszkowi temu powierzono wszelką robotę w domu. Dzięki jego zręczności, rozumowi i poświęceniu otrzymano wielkie wygody i przyjemności życia; a podczas gdy kopciuszek bez­ustannie pracuje i usługuje innym, trzymają go na uboczu, aby dumne i zazdrosne jego siostry mogły swe sztuczne wdzięki przed oczami świata roztaczać. Porównanie to można by dalej jeszcze posunąć, po­nieważ bliskie jest rozwiązanie i sytuacje się zmieniają. Dumne siostry, jak na to zasłużyły, pójdą w zapomnienie, nauka zaś uznana za najlepszą i najpiękniejszą, nad wszystkimi królować będzie.


[1] Gdyby człowiek był przekonany, iż życie jego, jak nie­gdyś, trwać będzie tysiące lat długich, ileżby to wiadomości nabył, ilużby czynów dokonał; a to wszystko zwolna i bez pośpiechu.